CZY WIKTORY SĄ POTRZEBNE?

Dla jednych coroczne rozdanie nagród telewizyjnych jest targowiskiem próżności, dla innych „kotletem roku”, a jeszcze dla innych ważną, prestiżową galą, na której sama obecność jest zaszczytem.

O Wiktorach można napisać wiele. Można zastanawiać się, czy warto kontynuować imprezę pamiętającą czasy PRL-u. Według mnie – jak najbardziej warto. W przyszłym roku zostaną rozdane po raz 30. I cały czas cieszą się popularnością. O ich prestiżu świadczy kilka istotnych elementów. Nagrodę przez wszystkie te lata odbierały ważne dla naszego kraju, wręcz pomnikowe osobistości, jak Jan Paweł II czy Jan Nowak-Jeziorański. Organizatorzy dbają o to, żeby gala odbywała się w prestiżowym miejscu. A jakie może być bardziej znamienne miejsce w Warszawie niż Zamek Królewski? Dbają też o to, żeby zawsze obecni byli wysocy dostojnicy państwowi. W tym roku szczyty władzy reprezentowali prezydent Komorowski z małżonką oraz wicepremier Bieńkowska.

Wiktory są obecnie jedyną tego typu galą relacjonowaną w ogólnopolskiej telewizji. To wszystko świadczy o wyjątkowości nagrody. I wyróżnia ją spośród innych podobnych plebiscytów, jak choćby Telekamery. Odkąd nagrody „Tele Tygodnia” nie są pokazywane w żadnej stacji, ich znaczenie spadło. Wiktorom spadek prestiżu i zainteresowania nie grozi.

Otrzymać tę ciężką, lecz gustowną statuetkę to duży zaszczyt, nawet jeśli sposób wyboru laureatów może wydawać się archaiczny. Nagrody przyznawane są cały czas przez członków Akademii Telewizyjnej, a nie poprzez popularne od jakiegoś czasu sms-owe głosowania. Podobnie jest przecież z Oscarami. I nikt w Ameryce nie próbuje podważyć tradycyjnego sposobu oddawania głosów. Tak jak w przypadku Oscarów, zdobywcy Wiktorów bywają kontrowersyjni. Sam osobiście nie zagłosowałbym na Filipa Chajzera, ale na pewno Robert Więckiewicz na tę statuetkę w pełni zasłużył.

fot. Marcin Gregorczyk (Wideoportal.pl)

Mam zaszczyt uczestniczyć w tej uroczystości od wielu lat. Podczas tegorocznej gali naszło mnie kilka refleksji – mniej i bardziej wzniosłych. Oczywiście, moją uwagę zwróciły kobiety. Miałem wrażenie, że większość znajdujących się na sali pań nie przekroczyła 25. roku życia. Najmłodsza wydawała się Agata Młynarska. Otrzymała Wiktora za program „Świat się kręci”. Po 25 latach pracy w telewizji (!). Według mnie, całkowicie zasłużenie. Wiem, że ciężko pracuje i w drodze do upragnionego sukcesu daje z siebie wszystko. Niedawno wyszła za mąż za Przemysława Schmidta. I może to jest właśnie przyczyna jej świetnego, młodego wyglądu (mimo, że jest już babcią).

Świetnie wyglądała Maryla Rodowicz i jak mnie poinformowała, jej problemy związane z operacją biodra już się skończyły. Joanna Moro wzruszyła się odbierając statuetkę, lecz za kulisami tryskała radością. Podobała mi się moja ulubienica, Edyta Górniak. Prezentowała się młodo, dynamicznie i radośnie. I można jej wybaczyć wpadkę w postaci kusej sukienki, zbyt krótkiej jak na tak dystyngowaną uroczystość. Muszę też wspomnieć o spotkaniu z Elżbietą Jaworowicz, którą uważam za wielką damę i mistrzynię telewizji. Pani Ela powiedziała, że ceni mnie za odwagę. Jednak prawdziwą odwagą jest podejmowanie trudnych, społecznych tematów, w których rozwiązywaniu prowadząca „Sprawę dla reportera” jest niezłomna i skuteczna od wielu lat.

 

fot. Marcin Gregorczyk (Wideoportal.pl)

W stronę prezydenta padały aluzje dotyczące konfliktu krymskiego i wojennego zagrożenia. I mimo, że atmosfera momentami bywała podniosła, czuło się branżową więź „elity mediów”. I pokorę wobec osobistości, które stworzyły nową telewizję po 1989 r. Chciałbym jednak, żeby ci mądrzy ludzie, nie tylko pamiętali o przeszłości, ale również potrafili wybiegać w przyszłość. Dobrym krokiem w tę stronę byłoby stworzenie w przyszłym roku kategorii „Telewizyjna Osobowość Internetowa”. Wówczas docenione poczułyby się osoby pracujące równie ciężko, lecz nie w tradycyjnych stacjach telewizyjnych, ale kanałach on-line. To przecież jest przyszłość telewizji.

Powitanie i pozdrowienia z gali rozdania Wiktorów.