EDYTA GÓRNIAK VS RESZTA ŚWIATA

Zarówno Doda, jak i Edyta Górniak niemal jednocześnie opublikowały nowe piosenki. Edyta zwyciężyła w tym pojedynku. Nie ma się jednak z czego cieszyć, bo to utwór zdecydowanie poniżej jej możliwości.

Edyta Górniak i Dorota Rabczewska nie lubią się od lat. W 2008 r. obie wystąpiły podczas festiwalu TOPtrendy w Sopocie. Widzowie z Warszawy nie obejrzeli koncertu Edyty, ponieważ z powodu burzy wysiadł prąd. Zaraz potem zadowolona Doda zażartowała w moim wywiadzie, że to dlatego, iż „Edzia przegryzła kabel”. Dodała zgryźliwie, że „miejsce Górniak jest w klatce” (Edyta wystąpiła wówczas w czymś w rodzaju metalowej klatki). Z kolei diwa odparowała, że Rabczewskiej wcale się nie obawia.

Doda o Edycie Górniak: „Jej miejsce jest w klatce”

Minęło kilka lat, pozycja obu gwiazd zdecydowanie osłabła. Doda nie miała wyjścia i złagodziła swoją opinię o EG. Do tego stopnia, że w jednym z wywiadów wysunęła propozycję duetu z diwą. EG tę propozycję odrzuciła. Jednak ich wojenka trwa nadal. Właśnie obie wydały nowe single.

Gwiazda z Ciechanowa nagrała kawałek „Nie pytaj mnie”, w stylu poprzedniego – „Riotki”. Miał być chwytliwy pop-rock, wyszło odtwórcze quasi disco polo. Dorota skończyła w tym roku 31 lat, lecz muzycznie mierzy w grupę 13-latków. Grono jej fanów jest coraz mniejsze. Młodzież ma dzisiaj ciekawszych idoli i nie da się nabrać na numery pod publiczkę. Z teledysku nakręconego na Teneryfie, poza brakiem pomysłu, da się zapamiętać jedynie olbrzymie usta piosenkarki. Oby tymi ustami wyśpiewała wreszcie porządną płytę.

Zobacz teledysk Dody „Nie pytaj mnie”

Piosenka Edyty „Oczyszczenie” zdecydowanie różni się od propozycji konkurentki. Diwa znajduje się obecnie na etapie poszukiwania swojego nowego stylu. Przetrząsa rejony klubowe – z mizernym skutkiem. Nagranie nie porywa ani od strony muzycznej, ani wokalnej, ani tekstowej. Górniak dwoi się i troi, ale na niewiele się to zdaje. Piosenka po prostu zieje nudą. Brak wpadającego w ucho szlagwortu, brak chwytliwego rytmu, który jest podstawą muzyki przeznaczonej do tańca. To już trzeci słaby singiel z płyty zapowiadanej przez nią od kilku lat.

Posłuchaj piosenkę Edyty Górniak „Oczyszczenie”

Gwiazda z Ziębic ma jednak większy problem. Coraz więcej osób z branży muzycznej zaczyna ją krytykować. Jakiś czas temu Elżbieta Zapendowska powiedziała w rozmowie ze mną, że Górniak śpiewa „pomioty”. Podobnego zdania jest Maryla Rodowicz, która stwierdziła w „Fakcie”, że Górniak „nie ma co śpiewać”. Z kolei Bogusław Kaczyński powiedział dla „Faktu”, że dla niego EG nie jest artystką, tylko amatorką i modelką. To krzywdząca opinia, ale dająca ogólny obraz tego, jak postrzegają ją niektórzy specjaliści w zakresie muzyki.

Edyta Zapendowska o Edycie Górniak: „Ona śpiewa pomioty!”

Obie panie toczy twórcza niemoc. Jednak w sytuacji, kiedy na Dodę wiele osób z branży położyło kreskę, w przypadku Edyty tli się jeszcze promyk nadziei. U Doroty zawsze najważniejsze były skandale i epatowanie seksualnością. Muzykę zawsze stawiała na dalszym planie i nie ma nadziei, że to się zmieni.

Również dla Edyty niezwykle istotny jest wizerunek. Jednak od lat bardziej niż piosenkarka, znana jest jako etatowa trenerka, jurorka, uczestniczka rozmaitych telewizyjnych show. Czy wreszcie skoncentruje się na tym co robiła kiedyś najlepiej – na śpiewaniu i nagra płytę z prawdziwego zdarzenia? Miejmy nadzieję, że znajdzie sposób na siebie. W końcu posiada najlepszy wokal w tym kraju, który w bezwartościowy sposób marnuje.

P.S. Ostatnio Edyta wypowiedziała się na temat odejścia Justyny Steczkowskiej z „The Voice of Poland”. Zasugerowała, że Justyna nie była wobec niej fair: „Jestem przeciwnikiem intryg, bójek, staram się nie dokuczać nikomu, czasem mogę palnąć jakąś głupotę, ale raczej z natury nie jestem złośliwa i nie czerpię siły z radości, że komuś zrobię przykrość” – powiedziała Edzia w „SE”. Jak salonowa plotka głosi, Steczkowska odeszła z programu, ponieważ miała Edyty dość. Dwie diwy w jednym talent show to o jedną za dużo.

TALENT DŹWIGNIĄ REKLAMY

Z najnowszego notowania „100 najcenniejszych gwiazd show-biznesu” magazynu „Forbes” wynika, że reklamodawcy wybierają znane osoby, które posiadają talent, intrygującą osobowość i odniosły prawdziwy sukces. Większość celebrytów lansowanych w mediach plotkarskich nie ma szans na duży reklamowy angaż.

Od jakiegoś czasu jednym z głównych reklamowych trendów jest angażowanie do kampanii celebrytów, gwiazd i gwiazdek. Jak wynika z zestawienia „Forbesa”, rzeczywistość  częściowo mija się z wyceną reklamodawców. W bieżącym roku pierwsza dziesiątka wygląda następująco:

1. Robert Lewandowski

2. Jurek Owsiak

3. Kamil Stoch

4. Marcin Gortat

5. Marek Kondrat

6. Agnieszka Radwańska

7. Marcin Dorociński

8. Jakub Błaszczykowski

9. Robert Więckiewicz

10. Janusz Gajos

Robert i Anna Lewandowscy / fot. mat. pras.

Top listy zajmują przede wszystkim medalowi sportowcy i uznani aktorzy. Drugi rok rzędu numerem jeden jest Robert Lewandowski (według magazynu za udział w reklamie może otrzymać aż milion pięćdziesiąt dwa tysiące złotych). Co ciekawe na 92 pozycji, niejako rzutem na taśmę, pojawiła się jego małżonka Anna Lewandowska. Oboje korzystają z łask popularności – razem i osobno występują w kilku kampaniach reklamowych.

Pozycje 5, 7, 9 i 10 zajmują świetni aktorzy: Marek Kondrat, Marcin Dorociński, Robert Więckiewicz, Janusz Gajos, którzy rzadko stają się bohaterami prasy kolorowej. Nie muszą biegać po imprezach ściankowych, ponieważ są wystarczająco rozpoznawalni. Publiczność kojarzy ich z ról filmowych i teatralnych. Kondrat od lat reklamuje jedną markę, Dorociński dopiero w tym roku wystąpił w swojej pierwszej kampanii, Gajos w reklamach pojawia się niezwykle rzadko, natomiast Więckiewicz – nie słyszałem, żeby do tej pory zareklamował cokolwiek. Dlaczego? Po prostu prawdziwi aktorzy ze starej szkoły wciąż uważają udział w reklamach za coś niewiele lepszego niż udział w telenowelach.

gorniak_edyta_180414Edyta Górniak / fot. Marcin Gregorczyk (Wideoportal.pl)

Na liście wyraźnie zaznaczyły się spadki gwiazd. Upadek zaliczył Kuba Wojewódzki – z pozycji 6 na 19. W tym przypadku, ważniejsze jest malejące zainteresowanie jego programami radiowymi i telewizyjnymi, niż związane z nim skandale. Z kolei Edyta Górniak rok temu figurowała na miejscu 14, teraz już tylko na 23. Niedostatki reklamowe może zrekompensować sobie kolejnymi telewizyjnymi koncertami i występami w programach talent show. Pozycja Dody na liście jest praktycznie bez zmian (w 2013 – 26, w 2014 – 25). Natomiast honorarium znacznie niższe – z 483 tysięcy na 357 tysięcy złotych. Wniosek – nie opłaca się wdawać w medialne bójki. Duży spadek zaliczyła też Magda Gessler (z 37 na 57) oraz Szymon Majewski (z 18 na 70). Nawet postaciom niezwykle charakterystycznym, popularność nie jest dana na zawsze.

doda_210714Doda / fot. Marcin Gregorczyk (Wideoportal.pl)

Za to warto zostać jurorem w telewizyjnym show. W tej roli w „Tańcu z gwiazdami” pojawił się Andrzej Grabowski i skoczył z pozycji 85 na 47. Dzięki „The Voice of Poland” na liście zadebiutowała Justyna Steczkowska (60) i Ewa Farna (97).

W zestawieniu nie ma szafiarek. To tylko chwalipięty, zaś ich olbrzymie zarobki są jednym wielkim mitem. Jedyną blogerką modową jest Kasia Tusk (80), ale bardziej dzięki nazwisku ojca niż prowadzeniu bloga. Ze świata fashion do rankingu dostał się jeszcze Maciej Zień (78). Czasami skandal, nawet tak kontrowersyjny, jak pokaz mody w kościele, daje odpowiedni dla reklamodawców rozgłos.

Obraz, jaki tworzy ranking „Forbesa” jest prosty i przekonywujący. Najbardziej cenne reklamowo są postacie wyraziste i wiarygodne, tak jak aktorzy pokroju Kondrata, Dorocińskiego czy Więckiewicza. Wielbieni są sportowcy, którzy odnieśli duży, wymierny sukces, tacy jak Lewandowski, Stoch czy Gortat. A także osobowości lubiane, do których mamy zaufanie, takie jak Jurek Owsiak. Z rzadka i zawsze daleko w tyle w zestawieniu pojawiają się typowi ściankowi celebryci znani tylko z tego, że są tematem serwisów plotkarskich i pism kolorowych.

Lista „100 gwiazd” jest jak lustro, w którym powinni przejrzeć się ci namiętnie uczestniczący w reklamowych castingach celebryci. Odbiorcy nie lubią reklam, a jeżeli już zwracają na nie uwagę, to przede wszystkim na występujące  w nich wartościowe znane postacie nie mające w zwyczaju rozmieniać się na drobne.

Zobacz więcej w Wideoportal.pl.

EDYTA KONTRA PAULLA

Nowa piosenka i teledysk Edyty Górniak „Your High” nie wróżą dobrej płyty artystki. Niezbyt ciekawą sytuację u diwy ma okazję wykorzystać jej konkurentka, często z nią kojarzona – Paulla.

gorniak_edyta_paulla_030614fot. Marcin Gregorczyk (Wideoportal.pl)

Edyta Górniak przez wiele miesięcy podsycała nadzieję na jej pierwszy od wielu lat hit. Najpierw zapowiadała, że piosenka wraz z nowym krążkiem ujrzy światło dzienne jesienią ubiegłego roku. Gwiazda szybko porzuciła plany wydawnicze i zajęła się pracą trenerską w „The Voice of Poland”. Premiera utworu została przełożona na Sylwestra. Jak sama artystka przyznała, podczas koncertu było za zimno na wykonanie energetycznego kawałka. W końcu przyszła wiosna i wreszcie usłyszeliśmy „Your High”. Cóż za rozczarowanie. Wbrew zapowiedziom utwór nie jest w stylu „elektro-pop”. Przypomina raczej produkcje disco z zamierzchłych lat 80. Tylko w odróżnieniu od ówczesnych nagrań, wpada jednym uchem, a drugim wypada.

Jeszcze gorzej ma się rzecz z teledyskiem. To miała być światowa produkcja nakręcona w Stanach Zjednoczonych. Rzeczywiście, w pierwszych sekundach zapowiada się ciekawie. Przechadzającą się poboczem drogi kobietę zaczepiają przejeżdżający obok młodzi mężczyźni. Samotna lady okazuje się być naszą polską Edytą. Jest jednak ciut niepodobna do siebie. Zrobiona na nastolatkę, w młodzieżowej kurtce i dżinsach, ze zmienioną w dziwny sposób twarzą, z pewną nieśmiałością wsiada do samochodu nieznajomych. Nie rozumiem tej koncepcji. Może Górniak uważa, że w USA jest tak znana jak w Polsce i dla niepoznaki musi się przebierać za kogoś innego? Klip zaczął się ciekawie, a skończył banalnie. W końcówce chłopcy uczą Edytę kierować samochodem. A w tle widzimy wyeksploatowane w stu innych klipach obrazki z amerykańskich ulic i nocnych klubów.

Na twórczej niedyspozycji E.G. może skorzystać jej konkurentka. Paulla w moim wywiadzie zapowiedziała swoją trzecią płytę. Wreszcie ma realną szansę, aby ostatecznie zerwać z opinią kopii Edyty Górniak. Warto przypomnieć sobie jej dwa pierwsze albumy „Nigdy nie mów zawsze” oraz „Sekret wiecznej miłości”. Piosenki umieszczone na tych płytach są bezwzględnie lepsze niż dwie ostatnie muzyczne produkcje diwy – „E.K.G” oraz „My”.

Paulla zaczynała swoją karierę między innymi wykonując repertuar Edyty. W pewnym momencie ich kariery zbiegły się w tym samym punkcie. Edyta nagrała chilloutowy kawałek „Lunatique”. Jednak szybko zmieniła plany (który to raz w jej karierze) i zaniechała nagrania całej płyty o podobnym do utworu, nieco zmysłowym charakterze. Własną wersję „Lunatique” nagrała również Paulla. Obie wersje znalazły się na płycie zespołu Mathplanete. Możecie je porównać poniżej.

Dzisiaj Edyta Górniak, tak jak wiele polskich artystek, nie ma pomysłu na siebie. Ani na swój repertuar, ani na swój wizerunek. Mimo to nadal chce istnieć w showbiznesie i w mediach. Wybrała więc karierę gwiazdy programów rozrywkowych –  czasami jako jurorka, a nawet tancerka. Istnieje jako bohaterka tabloidów oraz prasy kolorowej. Sama podsyca zainteresowanie swoim życiem prywatnym, a potem się z tego próbuje wycofywać. To ryzykowna gra z odbiorcami. Nie można wielokrotnie opowiadać o byłych partnerach, a kiedy pada pytanie o ślub, zmieniać temat. Nie można być jednego dnia celebrytką, a następnego artystką. Ludzie potrafią błyskawicznie wyłapać najmniejszy fałsz. Jedna z jej konkurentek już się o tym przekonała.

Paulla natomiast skrzętnie unika mediów i salonowych imprez. Woli być znana ze swojego repertuaru, a nie z plotek. W czerwcu powróci w duecie z Garou. Oboje zaprezentują ten nastrojowy utwór w sierpniu podczas festiwalu w Sopocie. Pod koniec wywiadu Paulla powiedziała znamienne słowa: „Im więcej ktoś osiągnął, tym bardziej jest skromny. A w drugą stronę, im mniej znaczysz, tym wyżej głowę zadzierasz”. Święte słowa. Takiego zdrowego podejścia do życia życzę wszystkim, którzy chcą na siłę brylować w mediach. Nie zapomnijcie kim naprawdę chcecie być.

Edycie oraz wszystkim Czytelnikom mojego bloga dedykuję moją ulubioną piosenkę Paulli „I prosto w serce”.

CZY WIKTORY SĄ POTRZEBNE?

Dla jednych coroczne rozdanie nagród telewizyjnych jest targowiskiem próżności, dla innych „kotletem roku”, a jeszcze dla innych ważną, prestiżową galą, na której sama obecność jest zaszczytem.

O Wiktorach można napisać wiele. Można zastanawiać się, czy warto kontynuować imprezę pamiętającą czasy PRL-u. Według mnie – jak najbardziej warto. W przyszłym roku zostaną rozdane po raz 30. I cały czas cieszą się popularnością. O ich prestiżu świadczy kilka istotnych elementów. Nagrodę przez wszystkie te lata odbierały ważne dla naszego kraju, wręcz pomnikowe osobistości, jak Jan Paweł II czy Jan Nowak-Jeziorański. Organizatorzy dbają o to, żeby gala odbywała się w prestiżowym miejscu. A jakie może być bardziej znamienne miejsce w Warszawie niż Zamek Królewski? Dbają też o to, żeby zawsze obecni byli wysocy dostojnicy państwowi. W tym roku szczyty władzy reprezentowali prezydent Komorowski z małżonką oraz wicepremier Bieńkowska.

Wiktory są obecnie jedyną tego typu galą relacjonowaną w ogólnopolskiej telewizji. To wszystko świadczy o wyjątkowości nagrody. I wyróżnia ją spośród innych podobnych plebiscytów, jak choćby Telekamery. Odkąd nagrody „Tele Tygodnia” nie są pokazywane w żadnej stacji, ich znaczenie spadło. Wiktorom spadek prestiżu i zainteresowania nie grozi.

Otrzymać tę ciężką, lecz gustowną statuetkę to duży zaszczyt, nawet jeśli sposób wyboru laureatów może wydawać się archaiczny. Nagrody przyznawane są cały czas przez członków Akademii Telewizyjnej, a nie poprzez popularne od jakiegoś czasu sms-owe głosowania. Podobnie jest przecież z Oscarami. I nikt w Ameryce nie próbuje podważyć tradycyjnego sposobu oddawania głosów. Tak jak w przypadku Oscarów, zdobywcy Wiktorów bywają kontrowersyjni. Sam osobiście nie zagłosowałbym na Filipa Chajzera, ale na pewno Robert Więckiewicz na tę statuetkę w pełni zasłużył.

fot. Marcin Gregorczyk (Wideoportal.pl)

Mam zaszczyt uczestniczyć w tej uroczystości od wielu lat. Podczas tegorocznej gali naszło mnie kilka refleksji – mniej i bardziej wzniosłych. Oczywiście, moją uwagę zwróciły kobiety. Miałem wrażenie, że większość znajdujących się na sali pań nie przekroczyła 25. roku życia. Najmłodsza wydawała się Agata Młynarska. Otrzymała Wiktora za program „Świat się kręci”. Po 25 latach pracy w telewizji (!). Według mnie, całkowicie zasłużenie. Wiem, że ciężko pracuje i w drodze do upragnionego sukcesu daje z siebie wszystko. Niedawno wyszła za mąż za Przemysława Schmidta. I może to jest właśnie przyczyna jej świetnego, młodego wyglądu (mimo, że jest już babcią).

Świetnie wyglądała Maryla Rodowicz i jak mnie poinformowała, jej problemy związane z operacją biodra już się skończyły. Joanna Moro wzruszyła się odbierając statuetkę, lecz za kulisami tryskała radością. Podobała mi się moja ulubienica, Edyta Górniak. Prezentowała się młodo, dynamicznie i radośnie. I można jej wybaczyć wpadkę w postaci kusej sukienki, zbyt krótkiej jak na tak dystyngowaną uroczystość. Muszę też wspomnieć o spotkaniu z Elżbietą Jaworowicz, którą uważam za wielką damę i mistrzynię telewizji. Pani Ela powiedziała, że ceni mnie za odwagę. Jednak prawdziwą odwagą jest podejmowanie trudnych, społecznych tematów, w których rozwiązywaniu prowadząca „Sprawę dla reportera” jest niezłomna i skuteczna od wielu lat.

 

fot. Marcin Gregorczyk (Wideoportal.pl)

W stronę prezydenta padały aluzje dotyczące konfliktu krymskiego i wojennego zagrożenia. I mimo, że atmosfera momentami bywała podniosła, czuło się branżową więź „elity mediów”. I pokorę wobec osobistości, które stworzyły nową telewizję po 1989 r. Chciałbym jednak, żeby ci mądrzy ludzie, nie tylko pamiętali o przeszłości, ale również potrafili wybiegać w przyszłość. Dobrym krokiem w tę stronę byłoby stworzenie w przyszłym roku kategorii „Telewizyjna Osobowość Internetowa”. Wówczas docenione poczułyby się osoby pracujące równie ciężko, lecz nie w tradycyjnych stacjach telewizyjnych, ale kanałach on-line. To przecież jest przyszłość telewizji.

Powitanie i pozdrowienia z gali rozdania Wiktorów.