SPEKTAKULARNE MĘSKIE METAMORFOZY

Często pisze się o przemianach, które przeszły znane panie. O panach wspomina się o wiele rzadziej. Niesłusznie, bo czasami pozytywne zmiany, jakie przechodzą, robią znacznie większe wrażenie.

Pamiętacie Radka Majdana sprzed kilku lat, kiedy razem z Dodą tworzyli małżeństwo? Oboje wyglądali fatalnie. Radosław, tak jak jego ówczesna małżonka, nosił długie blond włosy. Ubierał się efekciarsko, żeby nie powiedzieć kiczowato. Pokazywał się w koszulkach z odkrytymi ramionami, eksponując swoje tatuaże. Chodził w podartych dżinsach, skórzanych kurtkach i kowbojkach. Może taki styl pasuje do imprezie w pubie z kolegami z boiska, ale na pewno nie nadaje się na showbiznesowe salony.

Dziś Radek niechętnie wraca do tamtego okresu. W porównaniu ze stylem sprzed kilku lat, teraz zdaje się być wręcz arbitrem elegancji. Jest zdecydowanie bardziej świadomy tego, co na siebie wkłada. Gustuje, a jakże, w sportowych garniturach, ale zdecydowanie lepiej leżących niż te dawniejsze. Powiedział mi niedawno, że nie zwraca uwagi na krytyków. Wybiera ubrania sam, bez pomocy Małgorzaty Rozenek. Jeśli to prawda, to znaczy, że bywanie na salonach jednak w pewnym stopniu uszlachetnia.

  majdan_radoslaw_190514 fot. Marcin Gregorczyk (Wideoportal.pl)

Wiele osób jest pod wrażeniem przemiany DJ-a  Adamusa. Muzyk  w ciągu trzech lat schudł aż 30 kilogramów. Dziś wygląda zupełnie inaczej niż wówczas. W moim wywiadzie oświadczył, że z pewnością nie jest na nic chory. Natomiast większą uwagę zwraca na lepszą jakość życia. Odżywia się regularnie. Je pięć małych posiłków dziennie, bogatych w białko. Unika produktów zawierających dużą ilość cukrów. Musiał mieć niezłe samozaparcie, skoro osiągnął taki rezultat praktycznie bez żadnych ćwiczeń.

Kilka lat temu Adam wyglądał wyjątkowo nieatrakcyjnie. Nie przykładał dużej uwagi do swojego wizerunku. Chodził w dresach ze zmierzwionymi włosami. Sprawiał wrażenie zaniedbanego. Dzisiaj zwraca uwagę na to, w co się ubiera. Jego styl to eleganckie marynarki lub skórzane kurtki z klasą, które wkłada do jazdy na skuterze. Dzięki temu może godnie reprezentować branżę dj-ską, nawet w takich programach jak „Twoja twarz brzmi znajomo”.

djadamus_040714

fot. Adam Kliczek (Zatrzymujeczas.pl) / Marcin Gregorczyk (Wideoportal.pl)

Od niedawna na warszawskich salonach pojawia się Rafał Maślak. Ci, którzy znają jego historię, wiedzą, że nie zawsze wyglądał tak spektakularnie jak obecnie. Rafał przeszedł poważną chorobę i przez większą część życia był po prostu chucherkiem. Postanowił się zmienić i zaczął trenować na własną rękę. Jak sam przyznaje, ćwiczenia stały się jego nałogiem. Dzięki temu, w tym roku zdobył tytuł Mistera Polski i został wziętym modelem. Jego życie dowodzi, że jeśli się czegoś bardzo chce, to dzięki mozolnej pracy nad sobą, można to osiągnąć. Może brzmi to banalnie, ale jest jak najbardziej zgodne z prawdą.

maslak_rafal_100714

fot. Marcin Gregorczyk (Wideoportal.pl)

Cieszy fakt, że polscy mężczyźni (nie tylko geje) zwracają coraz większą uwagę na swój wygląd. Dbają o figurę, ubierają się z gustem i stosują odpowiednie kosmetyki. Powoli zaczynamy dorównywać średniej europejskiej. Należy jednak pamiętać, aby dobrze wyglądać nie dla innych, a przede wszystkim dla siebie. Dobry wygląd poprawia samopoczucie i sprawia, że żyje się lepiej. Nawet, jeśli nie jest się celebrytą.

Zapraszam do polubienia fanpage Wideoportalu na Facebooku.

WOJNA TRENEREK FITNESS

Sukces Ewy Chodakowskiej, zwanej „trenerką wszystkich Polek”, pobudził do działania inne celebrytki. Mariola Bojarska-Ferenc od razu zarzuciła Chodakowskiej brak wykształcenia i amatorszczyznę. A wiadomo, że tam, gdzie dwóch się bije, trzeci korzysta. Jak grzyby po deszczu pojawiają się więc konkurentki obu pań, które chcą zgarnąć dla siebie kawałek trenerskiego tortu.

Ewa Chodakowska błyskawicznie podbiła serca i ciała Polek. Z pewnością nie można odmówić jej profesjonalizmu i perfekcji. Świetnie opanowała nie tylko gimnastykę, ale również sztukę PR i marketingu. Jej sposób to pozostawać w stałym, bezpośrednim kontakcie ze swoimi coraz liczniejszymi zwolenniczkami. Z jednej strony stara się być osobą ciepłą, z drugiej doskonale potrafi motywować do ćwiczeń. Coraz rzadziej zdarzają się jej wpadki, takie jak zbyt emocjonalne odpowiedzi na negatywne, facebookowe komentarze. Teraz stara się, aby jej przekaz był tylko i wyłącznie pozytywny. Marzenia o świetnej sylwetce i rewelacyjnym wyglądzie doskonale się sprzedają, więc jej biznes kwitnie. Na swoich książkach, płytach DVD z zestawami ćwiczeń i diet, sieci siłowni, kursach oraz kontraktach reklamowych z pewnością zarabia duże pieniądze.

Co Ewa Chodakowska powiedziała o początkach kariery i sposobie na sukces?

Szybko stała się obiektem zazdrości innych trenerek. Największym jej krytykiem została Mariola Bojarska-Ferenc, znana z prowadzenia ćwiczeń w telewizji jeszcze w latach 80. Propagowała wówczas aerobik, callanetics, a obecnie każe siebie nazywać „królowa fitness”.  „Trenerce wszystkich Polek” zarzuca brak odpowiedniego wykształcenia (Ewa ukończyła szkołę w Grecji, Mariola – Akademię Wychowania Fizycznego). Jej sposób prowadzenia ćwiczeń określa jako „amatorski”. Zarzuca jej nawet sztuczny wygląd – operację plastyczną piersi. Chodakowska unika wypowiadania się na temat swojej konkurentki. Uważa, że Bojarska-Ferenc jest trenerką „zapomnianą” i nie warto zwracać uwagi na jej opinie.

Tutaj Mariola Bojarska-Ferenc wypowiedziała się niezwykle ostro o Ewie Chodakowskiej.

 patoleta_robert_bojarska-ferenc_mariola_090913

Wojnę na górze może wykorzystać trzecia trenerka – Anna Lewandowska. Jej atuty to młodość (ma 26 lat), uroda i sportowe wykształcenie. Przez lata odnosiła sukcesy w karate, dziś stawia na fitness oraz zdrowe odżywianie. Jednak nie byłoby o niej tak głośno, gdyby nie małżeństwo z piłkarzem Robertem Lewandowskim. Oboje zostali ochrzczeni kolejnymi polskimi Beckhamami, co skrzętnie wykorzystują. Razem wystąpili w kampanii reklamowej, biorą udział we wspólnych bardziej i mniej prywatnych sesjach zdjęciowych.

lewandowski_robert_lewandowska_anna_champion_030714

Chrapkę na przejęcie tytułu „trenerki wszystkich Polek” mają też inne znane panie. Wśród nich pojawiła się Ewa Lubert. To seksowna małżonka Tomasza Luberta, byłego lidera zespołu Virgin, w którym śpiewała Doda. Ewa Lubert do tej pory znana była między innymi z fotomodelingu. Jak oświadczyła w moim wywiadzie, teraz zamierza zajmować się fitness i ma po temu sposobne wykształcenie.

Ewa Lubert o mężu, „nagości zakrytej” i fitness.

Od kilku lat panuje moda na zdrowy, sportowy styl życia. Siłownie i sale fitness pękają w szwach. Polki i Polacy chcą być szczupli, umięśnieni, podobać się sobie, innym i dobrze czuć się ze swoim ciałem. Nic dziwnego, że celebrytki wykorzystują ten trend. Wiążą z nim popularność i spore pieniądze. Z tego powodu do gry wkraczać będą następne panie. Na razie pozycja Ewy Chodakowskiej jest niezagrożona, ale nie wiadomo co przyniesie przyszłość. Jeśli któraś z trenerek znajdzie lepszy sposób na zmotywowanie Polek do ćwiczeń, wówczas przejmie palmę pierwszeństwa.

EDYTA KONTRA PAULLA

Nowa piosenka i teledysk Edyty Górniak „Your High” nie wróżą dobrej płyty artystki. Niezbyt ciekawą sytuację u diwy ma okazję wykorzystać jej konkurentka, często z nią kojarzona – Paulla.

gorniak_edyta_paulla_030614fot. Marcin Gregorczyk (Wideoportal.pl)

Edyta Górniak przez wiele miesięcy podsycała nadzieję na jej pierwszy od wielu lat hit. Najpierw zapowiadała, że piosenka wraz z nowym krążkiem ujrzy światło dzienne jesienią ubiegłego roku. Gwiazda szybko porzuciła plany wydawnicze i zajęła się pracą trenerską w „The Voice of Poland”. Premiera utworu została przełożona na Sylwestra. Jak sama artystka przyznała, podczas koncertu było za zimno na wykonanie energetycznego kawałka. W końcu przyszła wiosna i wreszcie usłyszeliśmy „Your High”. Cóż za rozczarowanie. Wbrew zapowiedziom utwór nie jest w stylu „elektro-pop”. Przypomina raczej produkcje disco z zamierzchłych lat 80. Tylko w odróżnieniu od ówczesnych nagrań, wpada jednym uchem, a drugim wypada.

Jeszcze gorzej ma się rzecz z teledyskiem. To miała być światowa produkcja nakręcona w Stanach Zjednoczonych. Rzeczywiście, w pierwszych sekundach zapowiada się ciekawie. Przechadzającą się poboczem drogi kobietę zaczepiają przejeżdżający obok młodzi mężczyźni. Samotna lady okazuje się być naszą polską Edytą. Jest jednak ciut niepodobna do siebie. Zrobiona na nastolatkę, w młodzieżowej kurtce i dżinsach, ze zmienioną w dziwny sposób twarzą, z pewną nieśmiałością wsiada do samochodu nieznajomych. Nie rozumiem tej koncepcji. Może Górniak uważa, że w USA jest tak znana jak w Polsce i dla niepoznaki musi się przebierać za kogoś innego? Klip zaczął się ciekawie, a skończył banalnie. W końcówce chłopcy uczą Edytę kierować samochodem. A w tle widzimy wyeksploatowane w stu innych klipach obrazki z amerykańskich ulic i nocnych klubów.

Na twórczej niedyspozycji E.G. może skorzystać jej konkurentka. Paulla w moim wywiadzie zapowiedziała swoją trzecią płytę. Wreszcie ma realną szansę, aby ostatecznie zerwać z opinią kopii Edyty Górniak. Warto przypomnieć sobie jej dwa pierwsze albumy „Nigdy nie mów zawsze” oraz „Sekret wiecznej miłości”. Piosenki umieszczone na tych płytach są bezwzględnie lepsze niż dwie ostatnie muzyczne produkcje diwy – „E.K.G” oraz „My”.

Paulla zaczynała swoją karierę między innymi wykonując repertuar Edyty. W pewnym momencie ich kariery zbiegły się w tym samym punkcie. Edyta nagrała chilloutowy kawałek „Lunatique”. Jednak szybko zmieniła plany (który to raz w jej karierze) i zaniechała nagrania całej płyty o podobnym do utworu, nieco zmysłowym charakterze. Własną wersję „Lunatique” nagrała również Paulla. Obie wersje znalazły się na płycie zespołu Mathplanete. Możecie je porównać poniżej.

Dzisiaj Edyta Górniak, tak jak wiele polskich artystek, nie ma pomysłu na siebie. Ani na swój repertuar, ani na swój wizerunek. Mimo to nadal chce istnieć w showbiznesie i w mediach. Wybrała więc karierę gwiazdy programów rozrywkowych –  czasami jako jurorka, a nawet tancerka. Istnieje jako bohaterka tabloidów oraz prasy kolorowej. Sama podsyca zainteresowanie swoim życiem prywatnym, a potem się z tego próbuje wycofywać. To ryzykowna gra z odbiorcami. Nie można wielokrotnie opowiadać o byłych partnerach, a kiedy pada pytanie o ślub, zmieniać temat. Nie można być jednego dnia celebrytką, a następnego artystką. Ludzie potrafią błyskawicznie wyłapać najmniejszy fałsz. Jedna z jej konkurentek już się o tym przekonała.

Paulla natomiast skrzętnie unika mediów i salonowych imprez. Woli być znana ze swojego repertuaru, a nie z plotek. W czerwcu powróci w duecie z Garou. Oboje zaprezentują ten nastrojowy utwór w sierpniu podczas festiwalu w Sopocie. Pod koniec wywiadu Paulla powiedziała znamienne słowa: „Im więcej ktoś osiągnął, tym bardziej jest skromny. A w drugą stronę, im mniej znaczysz, tym wyżej głowę zadzierasz”. Święte słowa. Takiego zdrowego podejścia do życia życzę wszystkim, którzy chcą na siłę brylować w mediach. Nie zapomnijcie kim naprawdę chcecie być.

Edycie oraz wszystkim Czytelnikom mojego bloga dedykuję moją ulubioną piosenkę Paulli „I prosto w serce”.

CIEMNE STRONY MODELINGU

Zostać zawodową modelką to marzenie tysięcy dziewcząt. W świecie modelingu czeka na nie wiele niebezpieczeństw. To tylko jedna strona medalu. Wiele z nich zrobi bowiem wszystko, aby zdobyć upragnioną pracę, pieniądze i popularność.

Większość dziewczyn pragnących zaistnieć na wybiegach i sesjach modowych odpada w przedbiegach. Trzeba wiele wytrwałości, aby poradzić sobie w tym trudnym świecie. Przede wszystkim, należy stale dbać o swój wygląd i wagę. A to nie jest łatwe. Do legendy przeszła już dieta modelek żywiących się watą nasączoną sokiem. Jak niełatwo utrzymać prawidłowe rozmiary, doskonale wie Ania Bałon, która co rusz zmienia swoje kształty.

balon_anna_111113fot. Marcin Majewski (Wideoportal.pl)

Michał Piróg o szansach Ani Bałon i innych „top modelek”.

Wiadomo, że prawdziwą karierę w tym fachu robi się za granicą. Która z modelek nie chciałaby być tak rozchwytywana przez słynne domy mody jak Anja Rubik? Co z tego, skoro dla wielu panien zagraniczne wybiegi pozostają tylko w sferze marzeń. Z prozaicznego powodu – nie znają angielskiego. Pamiętacie zwyciężczynię pierwszej edycji „Top model”? Paulina Papierska nie potrafiła porozumieć się z zagranicznymi fachowcami w żadnym obcym języku. Zamiast ruszyć na podbój wielkich modowych rynków, musiała poświęcić cenny czas na kurs angielskiego. Podobnie było z Marcelą Leszczak, która dopiero niedawno powiedziała mi podczas wywiadu, że opanowała ten język. Tak w 60 – 70 procentach. A to z powodu chłopaka-cudzoziemca, z którym przecież jakoś musi się porozumiewać.

Marcela Leszczak o „Miłości na bogato” i karierze modelki.

Poważniej wygląda sprawa wykorzystywania modelek. Kilka dziewczyn opowiadało mi, że chcąc zrobić medialną karierę, musiały podpisać z jedną z agencji niekorzystną dla nich umowę. Przez to każda uziemiona jest na kilka lat. Nie mogą nic zrobić bez zgody agencji, która zresztą nie dostarcza im zbyt wielu propozycji. Za zerwanie kontraktu grozi wysoka kara finansowa. Te, którym udało się zakończyć współpracę, są blokowane przez agencję u niektórych projektantów.

Bardziej głośno jest o innych, mniej formalnych sposobach wykorzystywania modelek. Pamiętacie seks aferę z udziałem Joanny B., podobno organizującej zagraniczne wyjazdy dziewczyn? Na miejscu okazywało się, że spełniały rolę dam do towarzystwa. Musiały zabawiać biznesmenów i innych szejków. Podobne rzeczy działy się na terenie naszego kraju w przeszłości. Niektóre fakty ujawnił gangster Masa. - To nie tajemnica, że w latach 90. „Pruszków” kontrolował firmę organizującą Miss Polski. I kandydatki, które chciały wygrać, wejść do finału, miały obowiązek właścicieli zadowalać – powiedział w wywiadzie udzielonym „Super Expressowi”.

Wybory miss to temat na odrębny tekst. Przy okazji, warto zastanowić się, dlaczego nie odbyły się wybory Miss Polonia 2013? Paulina Krupińska nie może przecież dźwigać korony do końca życia. A propos Pauliny, wiele osób miało nadzieję, że osiągnie sukces podczas ubiegłorocznych wyborów Miss Universe. Złudne nadzieje. Mamy tyle pięknych dziewczyn, a od 25 lat żadna nie została Miss, na którymś z prestiżowych zagranicznych konkursów. Ciekawe dlaczego?

Nieco kulisów odsłoniła Dorota Wodzińska. Ta uznana kreatorka fryzur gwiazd dwukrotnie pracowała podczas wyborów Miss Universe. W moim wywiadzie ujawniła, że wiele Miss z poszczególnych państw niezwykle intensywnie starało się o względy Donalda Trumpa. Słynny miliarder sprawuje bowiem pieczę nad całym konkursem. A dziewczyny były niezwykle nachalne i wcale nie kryły się z intymnymi umizgami.

wodzinska_dorota_waligorska_magdalena_130114

fot. Jarosław Rulski (Wideoportal.pl)

Dorota Wodzińska o kulisach Miss Universe.

Również niektóre polskie kandydatki na modelki są podobnie zdeterminowane. Aby dostać się do tego fachu, są w stanie zrobić bardzo wiele. Wbrew pozorom, większość z nich nie ma nic wspólnego z zahukanymi gąskami, na które czeka stado wygłodniałych wilków. One potrafią dopiąć swego. Oczywiście, jeśli spełniają dwa podstawowe warunki – doskonale kontrolują swoją wagę i znają angielski. Tym bardziej podziwiam takie modelki jak Ania Piszczałka, które nie muszą stosować żadnych sztuczek, aby zrobić karierę nie tylko w Polsce, ale również w samym Mediolanie.

Ania Piszczałka o swojej karierze, sukcesach i problemach.

PIERSI KONTRA KOBIETA Z BRODĄ

Ekipa Donatana i Cleo przeceniła swój spryt. Nie wzięto pod uwagę, że tym razem podczas finału Eurowizji ważniejsza od upolitycznienia konkursu okaże się polityczna poprawność.

Nie przepadam za piosenkę „My Słowianie”. Zrobiono ją pod publiczkę i jest zdecydowanie przereklamowana. Mimo to wydawało się, że doskonale wpisuje się w eurowizyjne kanony. Eurowizja to przecież festiwal kiczu i największy europejski cyrk na kółkach. Pomysł, aby połączyć hip hop z cepelią i wyeksponowaniem kobiecej seksualności miał być strzałem w dziesiątkę. I rzeczywiście, show w wykonaniu Cleo i jej zmysłowych koleżanek prosto z łowickiej wsi, idealnie wpisał się w kanony konkursu. Został zauważony w całej Europie.

W dziesiątkę trafiła reprezentantka Austrii – Conchita Wurst. Pomysł był nieco ryzykowny. Kobieta z brodą jednoznacznie kojarzy się z cyrkiem. Podczas Eurowizji występowali już transwestyci, ale na ogół w formie zamierzonej parodii. Występ Conchity był na poważnie. Nie wiem, czy Eurowizja jest dobrym miejscem na propagowanie idei tolerancji wobec środowiska LGTB – lesbijek, gejów i transwestytów. Austriacka drag queen właśnie z tego powodu pojawiła się z owłosieniem na twarzy.

Trzeba przyznać, że jej wykon był świetny. Eurowizyjna publiczność uwielbia takie podniosłe, pełne emocji ballady jak „Rise like a Phoenix”. W bardzo podobny sposób 20 lat temu Edyta Górniak zaśpiewała „To nie ja” i prawie wygrała. Przypuszczałem, że Conchita, podobnie jak kiedyś Edyta, zajmie drugie miejsce. A Donatan i Cleo zmieszczą się w pierwszej piątce. W tym roku wprowadzono jednak niezwykle istotną zmianę w konkursie Eurowizji. Głosy widzów z danego państwa to 50 procent całego głosowania. Druga połowa to głosy krajowego jury. Uważam, że taki sposób głosowania jest nieobiektywny. W końcu, jest to konkurs przeznaczony dla widzów czy telewizyjnych decydentów?

Gdyby liczyły się tylko głosy oddane przez widzów, nasi reprezentanci zajęliby piąte miejsce. W wyniku podwójnego głosowania znaleźli się zaledwie na 14. Dlaczego tak nisko? Polski występ odebrany został przez jurorów jako seksistowski i prostacki. Takie głosy pojawiały się w zagranicznych mediach już wcześniej. Z pewnością jurorzy śledzili wypowiedzi uczestników Eurowizji w mediach. Wiedzieli więc, że Donatan uparcie twierdził, że nie chce wygrać i w dodatku publicznie wyśmiewał Wurst.

Jak widać Europa podąża w innym kierunku niż chciałby Donatan. I zdecydowanie nie są to polskie piersi. Conchita wygrała, nie tylko dlatego, że miała nietypowy wizerunek, ale dlatego, że walczy o prawa osób LGTB. I jej wykon był po prostu świetny. Natomiast polska praczka i ubijaczka masła zostały odebrane jako „niewolnice z polskiej wsi”. Kusiły ponętnie swoim ciałem, bo w inny sposób nie potrafiły zwrócić na siebie uwagi. Szkoda tylko, że przez pokrętny sposób głosowania nie znaleźliśmy się wyżej. Na Eurowizji liczą się tylko dwie sprawy – zostać numerem jeden i zostać zapamiętanym. To drugie Donatan & Cleo osiągnęli. A tak wyrazisty i udany show nie zdarzył się nam tam od wielu lat. I z tego pozostało nam się cieszyć.

W DRODZE NA DNO

W niektórych przypadkach przysłowiowa „pięciominutowa sława” przeciąga się do 15 minut. Jednak im wyżej celebryta dotarł, tym spada z większym hukiem. Powody mogą być rozmaite, jednak najczęstszy to utrata zainteresowania odbiorców, związana z medialnym wypaleniem. Wiele z przedstawionych poniżej osób, jest w drodze do katastrofy.

doda_1_021012

fot. Marcin Gregorczyk (Wideoportal.pl)

Doda to najlepszy przykład na to, jak skutecznie można zmarnować świetnie zapowiadającą się karierę. Jej podstawowym błędem stało się przemożne pragnienie taniej, celebryckiej popularności, bycie na ustach wszystkich, taplanie się we fleszach aparatów na imprezowych ściankach. Czy ktoś jeszcze pamięta, że ona kiedyś śpiewała, i to całkiem nieźle? Jeśli wybiera się skandal to jako formę promocji swojego dzieła lub produktu, na przykład nowej płyty. Skandal tylko po to, aby powstało puste zamieszanie, jest bezcelowy. Wywoływanie kontrowersji przez kogoś, kto uważa się za artystę, jest jak błagalne wołanie: „zobaczcie mnie, jeszcze żyję!”. Doda posunęła się za daleko bijąc się w ubikacji z Agnieszką Szulim. Sama skazała się na publiczny ostracyzm. Zostało jej tylko biadolenie nad swoim losem w nielicznych gazetach, które jeszcze chcą z nią rozmawiać. I robienie zdjęć swoich sztucznych wdzięków. A to na wielką karierę królowej, która chciała być tylko jedna, jest zdecydowanie za mało.

siwiec_natalia_patoleta_robert_2_221012fot. Andrzej Sałkiewicz

Natalia Siwiec jest osobą, na którą miło się patrzy. Od tego zaczęła i na tym skończy, bo nie ma nic innego do zaproponowania. Nie można funkcjonować do końca życia jako Miss Euro 2012. I tak jak na osobę z kompletnie bezbarwną osobowością i pozbawioną jakiegokolwiek talentu, osiągnęła całkiem sporo. Wystąpiła w „Playboyu”, wzięła udział w „Tańcu z gwiazdami” i miała swoje reality show. A czy zawdzięcza to tylko sobie, to zupełnie inny temat. Szybko zorientowano się, że z Natalii za dużo wycisnąć się nie da. Tańczyła jak drewniany kołek, zaś drugi program z jej udziałem okazał się toporny, żenujący , ale przede wszystkim przeraźliwie nudny. Z pewnością wystąpi jeszcze w niejednej sesji zdjęciowej. Mam tylko nadzieję, że nie zobaczymy jej więcej w żadnej reklamie środków typu krem do wybielania odbytu.

Kuba Wojewódzki podzieli los praktycznie nie istniejącego już w mediach Szymona Majewskiego. Showman (bo przecież już od dawna nie dziennikarz) zachorował na rodzaj medialnej schizofrenii. W swoim programie przymilał się do osób, które potem wyśmiewał w gazecie albo w internecie. Jednak jego problem polega na czymś innym. Przede wszystkim przestał być zabawny, a stał się irytujący. Śmiał się z innych, a potem pokazywał, że do siebie samego nie ma dystansu. To nie narkotyki, ale showbiznes przeżarł mu mózg. Od jakiegoś czasu zaczął użalać się nad sobą i robić z siebie ofiarę. Zapomniał o powiedzeniu „kto sieje wiatr, ten zbiera burzę”. Gwoździem do trumny jest spadająca oglądalność jego show. Kuba prezentuje obecnie poziom swoich gości, bohaterów niskich lotów reality show – Trybsona i Elizy. Życzę powodzenia, bo będzie potrzebne całej trójce.

Nie lepiej wygląda sytuacja aktorów serialowych. Odchodzi w zapomnienie kolejna wyeksploatowana postać. Najpierw Borys Szyc grał wszędzie gdzie się dało, potem z każdej lodówki wyskakiwał Tomasz Karolak (i nie mam na myśli reklamowanej przez niego wódki). Teraz podobną sytuację mamy z Piotrem Adamczykiem. Był już Chopinem i dwukrotnie Karolem (papieżem Janem Pawłem II oraz kochankiem z filmu Ilony Łepkowskiej). Na dodatek męczy nas regularnie w kolejnych spotach reklamowych jednego z banków. Nastąpił przesyt Adamczykiem. Wielu widzów widząc go niemalże wszędzie, dostaje odruchu wymiotnego. Przejadł się do tego stopnia, że TVN zaledwie po pierwszej serii postanowił zakończyć swój hit sezonu – serial o tytule (nomen omen) „Sama słodycz”, z Piotrem w roli głównej. Zdecydowanie tej blond słodyczy widzowie mieli już dosyć.

mucha_anna_160113fot. Marcin Gregorczyk (Wideoportal.pl)

Nieco odmienna sytuację mamy z aktorkami-amatorkami, które kiedyś znane były z telenoweli wszech czasów – „M jak miłość”. A dzisiaj zajęte są rodzeniem i wychowywaniem potomstwa. W tej roli zdecydowanie najlepiej radzi sobie Anna Mucha. Z drapieżnej, wyzywającej celebrytki, przekształciła się w zaradną matkę. Taką, co to nie waha się zareklamować wszystkiego, aby tylko przyniosło pieniądze. W gorszej sytuacji jest Kasia Cichopek. Aż tyle propozycji reklamowych nie dostaje. Ostatnio ponoć tak przesadziła z odchudzaniem, że w końcu trafiła pod szpitalną kroplówkę. Obie panie powinny zdecydowanie intensywniej myśleć o przyszłości. W końcu propozycje reklamowe się skończą, tak samo jak pomysły w mediach na kolejne plotki (bo ile można pisać o przewijaniu dziecka i robić ustawkowe zdjęcia ze spacerów). A i „M jak miłość” nie będzie trwała wiecznie. Celebrytką, tak samo jak „sexy mamą”, nie można być do końca życia. Trzeba znaleźć inny sposób na siebie.

szostak_karolina_040313fot. Marcin Gregorczyk (Wideoportal.pl)

Na koniec trzy panie, których akcje rosną. Świetlana przyszłość czeka Ewę Farną, Joannę Moro i niedocenianą jeszcze Karolinę Szostak. Wszystkie trzy są diametralnie od siebie różne, ale łączy je naturalność, prawdziwość i spontaniczność. Takie cechy, które obce są wielu celebrytkom myślącym tylko o tym, w jaki sposób po raz kolejny zaistnieć i przyciągnąć uwagę publiczności. Ewa to jedna z największych muzycznych karier ostatnich lat i to w dwóch krajach jednocześnie – Polsce i Czechach (co od upadku komuny zdarzyło się po raz pierwszy). Posiada talent na miarę dziesięciu Dod. Joanna już wkrótce z powodzeniem odnajdzie się w nowym serialu (a propozycji ma wiele). Zwracam szczególną uwagę zwłaszcza na Karolinę, która niesłusznie znana jest głównie z imponującego biustu. Ta pani ma jeszcze wiele do zaoferowania.

Należy cenić osoby, które nie wywyższają się, nie pomiatają ludźmi i nie udają kogoś innego. Ewa, Joanna i Karolina są przeciwnościami typowych celebrytek pchających się przed kamerę i aparat. I właśnie dlatego przed nimi jeszcze wiele sukcesów.

Tutaj znajdziesz wywiad z Karoliną Szostak o skandalu z biustem na wizji.

ILE ZARABIAJĄ CELEBRYTKI?

Od czasu do czasu do mediów „przeciekają” informacje o niebotycznych dochodach celebrytek. Prawda o ich zarobkach jest jednak prostsza, niż się na ogół sądzi.

Showbiznes to świat manipulacji, półprawd i zwykłego chwalipięctwa. Ostatnio w tej konkurencji przodują przereklamowane blogerki modowe pogardliwie nazywane szafiarkami. Traktujcie z przymrużeniem oka informacje, że na swoich blogach zarabiają krocie. Przede wszystkim, sama idea blogowania polega na tym, aby prowadzić bloga za darmo. W innym przypadku traci się wiarygodność. Poza tym duża część blogerów i blogerek modowych na modzie się nie zna, co udowodnił Filip Chajzer. Branie ich pod uwagę w poważnych kampaniach marketingowych, z którymi związane są duże wkłady finansowe, byłoby błędem.

Niejaka Jessica Mercedes pochwaliła się, że poleciała do Nowego Jorku za darmo, bo wszystko opłaciły firmy, z którymi współpracuje. I tu trafiła w sedno sprawy. W większości przypadków, sprawę załatwia się propozycjami barterowymi. Celebrytki za przyjście na imprezę i zapozowanie na ściance, dostają prezenty o większej lub mniejszej wartości. Torby, które otrzymują na wyjściu z imprezy, mogą być wypchane niewiele warte egzemplarze starych czasopism, ulotki, bądź gadżety typu długopis czy pendrive. Celebrytki potrafią jednak dogadać się z organizatorami i wówczas dostają prezenty nawet za kilka tysięcy złotych. W zależności od imprezy mogą być to ciuchy, buty, kosmetyki, zabiegi medycyny estetycznej, spa, słodycze, alkohol, gry wideo, telefony komórkowe, darmowe karnety do kina, książki, wypożyczenie luksusowego auta na uzgodniony okres, darmowe pobyty w luksusowych hotelach czy zagraniczne wyjazdy. Słyszałem o pewnej bardzo znanej celebrytce, która za przyjście na imprezę zażądała dwutygodniowego pobytu w Istambule dla siebie i całej rodziny.

kwasniewska_aleksandra_040113Aleksandra Kwaśniewska, fot. Marcin Gregorczyk (Wideoportal.pl)

Zdarza się, że znane panie dostają wynagrodzenie w postaci pieniężnej. Na jednej z ostatnich imprez, płacono celebrytkom kwoty od 4 do 8 tysięcy złotych. Event zaszczyciła m.in. Ola Kwaśniewska. Z moich informacji wynika też, że z okazji otwarcia jednego z klubów, Agnieszka Szulim otrzymała 3 tysiące złotych, zaś Maffashion 1,5 tysiąca. Można takie informacje traktować w kategorii plotki. Trzeba jednak pamiętać, że kwoty podane powyżej, są wynikiem analizy medialnej, której celebryci są poddawani. Na podstawie liczby negatywnych i pozytywnych medialnych publikacji firmy ustalają, której gwiazdce można zapłacić, a której wystarczy wręczyć skromny prezent.

szulim_agnieszka_150414Agnieszka Szulim, fot. Marcin Gregorczyk (Wideoportal.pl)

Niektóre celebrytki znane są z tego, że zaliczają niemal każdą większą imprezę. W ten sposób próbują nie tylko wyskubać coś dla siebie, ale również zachęcić do składania im propozycji zawodowych. Na imprezach (do czasu skandalu z menadżerką) często widziana była Edyta Herbuś, potem Natalia Siwiec, a obecnie regularnie pojawia się Ilona Felicjańska. Takie eventowe weteranki doskonale wiedzą, że z samych imprez nie da się wyżyć. W końcu płacą tylko najlepszym, tym które z reguły mają stałą pracę.

Wielkie sumy z imprez to taki sam mit, jak gigantyczne zarobki pochodzące z bloga. Zapewniam, że Jessica Mercedes będzie musiała się jeszcze nieźle natrudzić, aby zarobić na wymarzonego mercedesa.

Kliknij i zobacz jakie prezenty dostały celebrytki w torbach na jednej z imprez kosmetycznych.

PIRÓG WYCIĄGA GEJÓW Z SZAFY

Niby przypadkiem, niby od niechcenia tancerz-celebryta wskazał znanych facetów podejrzewanych są o homoseksualizm. Dlaczego? Bo nie chce, żeby się ukrywali. W ten sposób promuje swoją książkę.

Michał Piróg jest zdeklarowanym gejem. Nie ukrywa się, więc stwierdził, że homo zasiedlający media, showbiznes i politykę też powinni się ujawnić. W wywiadzie dla „Wprost” zasugerował, że odmienną orientację posiadają: Mateusz Damięcki, Krzysztof Ibisz, Robert Rozmus, Sławomir Zieliński, zaś Kuba Wojewódzki miał romans z Tomaszem Kammelem. I przypadkiem większość z nich mieszkała obok niego. Nie chciał przyznać się tylko do własnego związku z Piaskiem. Wcześniej pisano, że zawarli pakt milczenia i żaden drugiego nie wyda.

Od rozrywki przeszedł do polityki. Zarzucił prawicowym posłom obłudę. Stwierdził, że wielu z nich to ukryci geje. Potępiają homoseksualizm, a zaraz potem jadą do agencji towarzyskiej, w której zabawiają się z panami. Niby mimochodem wymienił członków LPR – Romana Giertycha i Wojciecha Wierzejskiego. Nie odpuścił też samemu prezesowi PiS – Jarosławowi Kaczyńskiemu. Wspomniał o spotkaniach rzekomo proponowanych mu przez agenta Tomka. Nie darował nawet Władimirowi Putinowi.

W ten sposób Michał promuje swoją autobiografię „Chcę żyć”. Książkę napisała Iza Bartosz, ta sama, która wcześniej opublikowała biografię Katarzyny W. „Wybaczcie mi”. Ciekawe, czy tym razem będzie równie łzawo? Wyciąganie kolegów na siłę z szafy wydaje się tanim chwytem promocyjnym. Jeśli będą chcieli, to sami o sobie opowiedzą. Uszanujmy to, że czyjaś orientacja seksualna jest sprawą intymną i drugiemu nic do tego. Zwłaszcza, że te osoby mogą mieć potem kłopoty, bo w Polsce tolerancja dopiero kiełkuje. Rozumiem, że Michał Piróg jest nieco zdesperowany. Udział w „Tańcu z gwiazdami” nie wypalił, zaś z TVN-u dostał jedynie propozycję nakręcenia filmu dokumentalnego. Może nie będzie miał dużo okazji, żeby promować książkę o sobie. Ale to nie znaczy, że trzeba grzebać kolegom w majtkach i robić za nich zbiorowy coming out.

W kręgach branży rozrywkowej niewiele osób się ukrywa. Większość wie, jaka jest orientacja kolegi czy koleżanki. I nikt nie robi z tego dziwowiska. Wielu piosenkarzy, aktorów, reżyserów, dziennikarzy kocha mężczyzn. Prawie wszyscy projektanci mody są gejami. Można wymieniać dalej – fryzjerzy, styliści, modele, asystenci gwiazd.  Nie zgodzę się jednak z Michałem Witkowskim, który powiedział, że geje, których spotyka w tym świecie, są przychylnie nastawieni, bo też jest  z „branży”. To środowisko, w którym panuje zazdrość, zawiść i pomówienia. Jeden drugiemu podłożyłby świnię, żeby tylko mu zaszkodzić. Podobna sytuacja panuje wśród heteroseksualistów. Taka jest nasza polska mentalność. Daleki jestem od generalizowania, bo wśród gejów zdarzają się naprawdę fajne osoby.

Inaczej należy podchodzić do homoseksualizmu w polityce. I tu się z Michałem zgodzę. W partiach prawicowych aż cuchnie homofobią. Tam roi się od homo, którzy co innego mówią, a co innego robią. Uważam jednak, że przypadki chodzą po ludziach. Wielu parlamentarzystów prędzej czy później odsłoni swoje prawdziwe oblicze. I wtedy będzie wielki wstyd.

Więcej: Michał Piróg nie wstydzi się, że jest gejem i żydem.

Piróg o swojej znajomości z Piaskiem.

ZŁOTE DZIECKO SHOWBIZNESU

Luxuria jest gwiazdeczką najniższego sortu, ale w porównaniu do innych przedstawicielek celebryckiego planktonu, nie można odmówić jej wyrazistości. To typowa reprezentantka młodego pokolenia. Chce zdobyć popularność i wielkie pieniądze szybciej niż w pięć minut.

Luxuria Astaroth vel Kamila Smogulecka posiada intrygująca urodę. Taka zaleta we współczesnym, płytkim showbiznesie wystarczy, aby zrobić „karierkę”. Gdyby była brzydka, zostałaby zapewne kurą domową marzącą o wielkim świecie. Nie mówiąc o tym, że żaden Donatan nie zaprosiłby jej do swoich teledysków.

Po występie u Donatana, długo milczała. Może nie pozwalano jej mówić, bo przeczuwano, że jeśli się odezwie, to wywoła jeden wielki niesmak. Jednak niedawno skończyła 18 lat i już nikt nie mógł zabronić odzywać się publicznie. Najpierw nawiązała do swojego enigmatycznego pseudonimu. Powiedziała, że „pluje szatanowi w twarz”. Potem czarowała Kubę Wojewódzkiego żarcikami o piciu własnej krwi z okresu. W ten sposób, dosyć nieudolnie kreowała się na satanistkę rodem z tanich oper mydlanych.

Nie ma się co dziwić. Wiele osób w jej wieku od razu chciałoby zostać prezesami dużych firm, żyć luksusowo, wygodnie i nie napracować się zbytnio. I tak oto w programie Kuby Wojewódzkiego snuła plany, w jaki sposób może nachapać się kasy. (O, naiwności, nie wie jeszcze, że polski show biz nie jest rzeką mlekiem i miodem płynącą). Narzekała, że w filmie „Obietnica” wsadzono ją na ekran zaledwie na minutę, więc lansu nie było. Ostatnio Karolina Korwin Piotrowska zasugerowała jej, że nadaje się do branży porno, a ta niewiele myśląc wytknęła dziennikarce liche zarobki i brak urody.

W ten sposób Luxuria zdobyła przewagę nad swoimi konkurentkami typu Wojnarowska czy Pietrasińska, których pomysłowość ogranicza się do pokazania na imprezie tyłka, cycków lub pochwy. W odróżnieniu od nich, Luxuria jest chamska, bezczelna, nie krępuje się, wali prosto z mostu. Swoim zachowaniem przypomina Dodę. Jej kariera przebiegnie podobnie. Luxuria oburza ludzi mieszanką nastoletniej głupoty i naiwności. Hejterzy aż pieją na jej widok. A ona zdaje sobie sprawę, że showbiznesem rządzi tani skandal. Wystarczy wyzbyć się poczucia obciachu i już wszyscy o tobie mówią. Każdy PR, nieważne – dobry czy zły, przyczynia się do wzrostu popularności. Marketingowiec  napisałby – zwiększa identyfikację marki. Ona na to liczy.

Kamila zwana Luxurią pewnie nie zdobędzie wielkiego majątku, o jakim marzy. Z pewnością jednak zostanie zapamiętana na długo. A czy po latach będzie żałowała swoich słów, to już jej problem.

CZY WIKTORY SĄ POTRZEBNE?

Dla jednych coroczne rozdanie nagród telewizyjnych jest targowiskiem próżności, dla innych „kotletem roku”, a jeszcze dla innych ważną, prestiżową galą, na której sama obecność jest zaszczytem.

O Wiktorach można napisać wiele. Można zastanawiać się, czy warto kontynuować imprezę pamiętającą czasy PRL-u. Według mnie – jak najbardziej warto. W przyszłym roku zostaną rozdane po raz 30. I cały czas cieszą się popularnością. O ich prestiżu świadczy kilka istotnych elementów. Nagrodę przez wszystkie te lata odbierały ważne dla naszego kraju, wręcz pomnikowe osobistości, jak Jan Paweł II czy Jan Nowak-Jeziorański. Organizatorzy dbają o to, żeby gala odbywała się w prestiżowym miejscu. A jakie może być bardziej znamienne miejsce w Warszawie niż Zamek Królewski? Dbają też o to, żeby zawsze obecni byli wysocy dostojnicy państwowi. W tym roku szczyty władzy reprezentowali prezydent Komorowski z małżonką oraz wicepremier Bieńkowska.

Wiktory są obecnie jedyną tego typu galą relacjonowaną w ogólnopolskiej telewizji. To wszystko świadczy o wyjątkowości nagrody. I wyróżnia ją spośród innych podobnych plebiscytów, jak choćby Telekamery. Odkąd nagrody „Tele Tygodnia” nie są pokazywane w żadnej stacji, ich znaczenie spadło. Wiktorom spadek prestiżu i zainteresowania nie grozi.

Otrzymać tę ciężką, lecz gustowną statuetkę to duży zaszczyt, nawet jeśli sposób wyboru laureatów może wydawać się archaiczny. Nagrody przyznawane są cały czas przez członków Akademii Telewizyjnej, a nie poprzez popularne od jakiegoś czasu sms-owe głosowania. Podobnie jest przecież z Oscarami. I nikt w Ameryce nie próbuje podważyć tradycyjnego sposobu oddawania głosów. Tak jak w przypadku Oscarów, zdobywcy Wiktorów bywają kontrowersyjni. Sam osobiście nie zagłosowałbym na Filipa Chajzera, ale na pewno Robert Więckiewicz na tę statuetkę w pełni zasłużył.

fot. Marcin Gregorczyk (Wideoportal.pl)

Mam zaszczyt uczestniczyć w tej uroczystości od wielu lat. Podczas tegorocznej gali naszło mnie kilka refleksji – mniej i bardziej wzniosłych. Oczywiście, moją uwagę zwróciły kobiety. Miałem wrażenie, że większość znajdujących się na sali pań nie przekroczyła 25. roku życia. Najmłodsza wydawała się Agata Młynarska. Otrzymała Wiktora za program „Świat się kręci”. Po 25 latach pracy w telewizji (!). Według mnie, całkowicie zasłużenie. Wiem, że ciężko pracuje i w drodze do upragnionego sukcesu daje z siebie wszystko. Niedawno wyszła za mąż za Przemysława Schmidta. I może to jest właśnie przyczyna jej świetnego, młodego wyglądu (mimo, że jest już babcią).

Świetnie wyglądała Maryla Rodowicz i jak mnie poinformowała, jej problemy związane z operacją biodra już się skończyły. Joanna Moro wzruszyła się odbierając statuetkę, lecz za kulisami tryskała radością. Podobała mi się moja ulubienica, Edyta Górniak. Prezentowała się młodo, dynamicznie i radośnie. I można jej wybaczyć wpadkę w postaci kusej sukienki, zbyt krótkiej jak na tak dystyngowaną uroczystość. Muszę też wspomnieć o spotkaniu z Elżbietą Jaworowicz, którą uważam za wielką damę i mistrzynię telewizji. Pani Ela powiedziała, że ceni mnie za odwagę. Jednak prawdziwą odwagą jest podejmowanie trudnych, społecznych tematów, w których rozwiązywaniu prowadząca „Sprawę dla reportera” jest niezłomna i skuteczna od wielu lat.

 

fot. Marcin Gregorczyk (Wideoportal.pl)

W stronę prezydenta padały aluzje dotyczące konfliktu krymskiego i wojennego zagrożenia. I mimo, że atmosfera momentami bywała podniosła, czuło się branżową więź „elity mediów”. I pokorę wobec osobistości, które stworzyły nową telewizję po 1989 r. Chciałbym jednak, żeby ci mądrzy ludzie, nie tylko pamiętali o przeszłości, ale również potrafili wybiegać w przyszłość. Dobrym krokiem w tę stronę byłoby stworzenie w przyszłym roku kategorii „Telewizyjna Osobowość Internetowa”. Wówczas docenione poczułyby się osoby pracujące równie ciężko, lecz nie w tradycyjnych stacjach telewizyjnych, ale kanałach on-line. To przecież jest przyszłość telewizji.

Powitanie i pozdrowienia z gali rozdania Wiktorów.