ZABIĆ DLA SŁAWY

Ludzie pożądali sławy od wieków. Dzisiaj jej zdobycie jest bardzo proste. Przerażająco proste.

 

Rośnie liczba osób, które za wszelką cenę chcą być bogate, mieć władzę, a nade wszystko sławę. Sławy nie należy mylić z popularnością, bo tę zdobyć jest łatwiej. W moim życiu spotkałem się z wieloma osobami, które chciały być znane tylko z tego, że są znane. W zupełności wystarczyła im taka krótka, 15-minutowa popularność. Satysfakcję dostarczyło zwykłe pozowanie na ściankach podczas imprez.

 

Niektórzy nie chcą być celebrytami. Taka popularność nic dla nich nie znaczy. Chcą być sławni. Chcą być we wszystkich mediach. Aby tego dokonać, zdolni są do wszystkiego. Do czasu Internetu sławą mógł być obdarzony tylko ktoś, kto dokonał czegoś szczególnego w którejś z dziedzin życia – choćby w nauce, kulturze, polityce, religii, biznesie czy sporcie.

 

Dzisiaj jest inaczej. Dzisiaj pojęcie sławy zdewaluowało się. Żeby być na ustach przez lata, wystarczy że kandydat na osobę sławną dokona tylko jednego czynu, za to drastycznie negatywnego. Już w starożytności takim niecnym czynem wsławił się szewc Herostrates, który spalił wspaniałą świątynię Artemidy w Efezie. Po tym wydarzeniu, zakazano wspominać jego imię. Wyłamał się tylko jeden z historyków i w ten sposób Herostrates osiągnął to, czego chciał – jego imię będzie znane na wieki.

 

Dziś milczenie o kimś, kto dokonał przerażającego czynu jest niemożliwe. Doskonale wiedzą o tym ci, którzy dopuszczają się zbrodni. Niedawno ukazała się książka o Andersie Breiviku „Jeden z nas”. Jeden z największych morderców ostatnich lat doszedł do wniosku, że wystarczy, aby zabił 12 osób i usłyszy o nim świat. W końcu zabił aż 77 przypadkowych, niewinnych ludzi. Nigdy nie wyjdzie z więzienia, ale jego nazwisko zna każdy.

 



 

Również Andreas Lubitz powtarzał, że kiedyś wszyscy będą znali jego imię. To z potrzeby sławy, spowodował katastrofę airbusa w Alpach, podczas której zginęło 149 osób i on sam. Śmiem twierdzić, że również jedną z przyczyn masakry w szkole w Columbine, była chęć zdobycia sławy. Dwóch chłopaków, z zimnym okrucieństwem zabiło z broni palnej 12 swoich kolegów i koleżanek oraz raniło 24 inne osoby. O ich makabrycznym wyczynie powstało wiele filmów dokumentalnych, film fabularny, a nawet piosenka.

 



 



 

Ta przemożna chęć zostania kimś słynnym za wszelką cenę, nawet kosztem życia innych ludzi, jest przerażająca. Doszło do odwrócenia wartości. Ludzkie życie powinno być świętością. Tymczasem dla potrzeby zdobycia sławy, szaleńcy decydują się zabijać i samemu zginąć.

 

Wszystko wskazuje na to, że ten ponury trend może się rozwinąć. Specjaliści twierdzą, że wszelkiej maści terrorystom zależy przede wszystkim na rozgłosie. Do zdobycia popularności przyczyniają się przede wszystkim media. W końcu każda zła informacja przyciąga odbiorców. W pamiętnym, proroczym filmie „Urodzeni mordercy”, dziennikarze śledzili każdy krok pary morderców uczestniczącej w śmiertelnym rajdzie po Stanach. Od filmowej fikcji do realnego życia jest dziś bardzo blisko.

 

Jeśli nie chcemy doświadczać kolejnych tragedii w imię źle pojmowanej sławy, zróbmy wszystko, aby informować o nich bez potęgowania zbędnych emocji. Stwórzmy system, który by takim zapędom przeciwdziałał. I bądźmy czujni na każdym kroku. Nie warto przekraczać wszelkich granic. Słynnym powinien być człowiek z bagażem wybitnych osiągnięć, a nie ten, który ze szczególną bezwzględnością zabił drugiego człowieka.

UTOPIENI W POLITYCE

W minionej kampanii równie wielkimi przegranymi, co kandydaci na prezydenta, okazali się niektórzy celebryci. Oddając publicznie swoje głosy poparcia zaryzykowali nienawiść ze strony wyborców.

 

Niewiele spraw tak dzieli Polaków, jak polityka. To obszar grząski, brudny i niebezpieczny. Każdy, kto do tego świata wejdzie, ryzykuje bardzo dużo. Polityka jest jak narkotyk – tak samo wciąga i nie chce puścić. Wciąga też celebrytów, którzy coraz częściej nie mogą się oprzeć, aby publicznie wyrazić swoją opinię w dzielących społeczeństwo kwestiach. Niektórzy w kampanii prezydenckiej aż się wyrywali, aby poprzeć któregoś z kandydatów.

 

Kilka dni temu jedna ze stacji poprosiła mnie, abym skomentował poparcie Bronisława Komorowskiego przez celebrytów. Odmówiłem. Uważam, że publiczne mówienie tylko o jednym z kandydatów jest niestosowne. Nie można mieszać show biznesu z polityką. Niektórzy jednak bardziej cenią sobie oglądalność swojego programu niż własne przekonania. Kuba Wojewódzki poparł Pawła Kukiza, a zaraz potem w jego programie wystąpił Bronisław Komorowski. Ten odcinek zdecydowanie nie zrobił dobrze ani panu KW, ani panu BK.

 

W grząski teren zdecydował się wejść również Tomasz Karolak. Jego występy pełne gorącego poparcia dla ustępującego właśnie prezydenta zrobiły na wyborcach niekorzystne wrażenie. Niedawno przeprowadziłem wywiad z Klaudią Halejcio i zadałem jej pytanie, czy wróci do prowadzonego przez Tomasza Karolaka teatru IMKA. Nie padło ani jedno słowo dotyczące polityki. Jednak większość komentarzy pod tym wideo w jednym z portali odnosiło się do poparcia, jakie Karolak udzielił Komorowskiemu. I były wybitnie negatywne.

 

Cały wywiad z Klaudią Halejcio.

 

Inni znani aktorzy poparli nowego prezydenta Andrzeja Dudę. Marian Opania skrytykował przy tym prezydenta Komorowskiego. Janusz Rewiński z niego zażartował. Prezydenta elekta poparł też Jerzy Zelnik. Ten sam Jerzy Zelnik, który ostatnio stwierdził mijając się z prawdą, że dzieci z in vitro rodzą się „koszmarnie chore i połamane”. Wszystkim trzem aktorom widocznie wydaje się, że mogą bez oporów mówić wszystko o wszystkich.

 

Na koniec Paweł Kukiz. Za moment zostanie politykiem. Musi jednak pamiętać, że jeśli w tej dziedzinie nie powiedzie mu się, powrót do świata artystycznego będzie dla niego bardzo trudny albo wręcz niemożliwy. W polityce swoich sił – najczęściej bezskutecznie – próbowało już kilku artystów i celebrytów. Nie chcieli jednak pamiętać, że ten świat wciąga i nie chce puścić, nawet jeśli jest się już na jego dnie.

 

 

ZAPRASZAM MAGDALENĘ OGÓREK DO SHOW BIZNESU

List otwarty.

 

Szanowna Pani Magdaleno,

 

Kampania prezydencka zakończyła się dla Pani klęską. Drzwi do wielkiej polityki zostały przed Panią zatrzaśnięte. Jest jednak wiele innych ciekawych branż, w których tak doskonale wylansowana osoba jak Pani może zrobić karierę. W szczególności show biznes czeka na panią z otwartymi ramionami.

 

ogorek_magdalena_plakat_190515fot. Facebook

Ponoć dzięki kwocie pół miliona złotych, którą w Pani kampanię zainwestowała SLD, jest Pani rozpoznawalna przez wszystkich Polaków. Takiej popularności zazdrości Pani niejedna celebrytka. Nie było jeszcze przypadku, w którym ktoś ze świata polityki przechodził do show biznesu. Owszem, zdarzało się na odwrót, ale na ogół z mizernym skutkiem. Pani może stać się pierwszą osobą, która dokona tej swoistej wolty.

 

Piękne, inteligentne celebrytki z klasą i wyczuciem stylu to u nas rzadkość. Pani posiada te wszystkie cechy. I nie ma innego miejsca, w którym może je Pani tak doskonale wykorzystać. Pani tajemniczość, skłonność do milczenia jest cechą niezwykle atrakcyjną dla przemysłu rozrywkowego, który żyje z gadatliwości i plotkowania na lewo i prawo.

 

Przecież Pani już próbowała swoich sił w branży rozrywkowej. Pani doświadczenie w konkursach piękności, jako aktorki odtwarzającej epizody w serialach czy telewizyjnej dziennikarki są nie przecenienia. To niebagatelny zawodowy bagaż. Jest Pani niczym kameleon, co chwilę zmieniający zajęcie. Właśnie takiej niejednoznacznej i nieodgadnionej osoby potrzebuje polski show biznes, w którym wszystko jest dosadne i dosłowne.

 

Mając w pamięci Pani kusą kreację zaprezentowaną podczas pokazu La Manii, jestem pewien, że świetnie sprawdziłaby się Pani w modzie. I to niekoniecznie jako modelka, ale wręcz projektantka! Przecież Pani kampania wyborcza była jednym wielkim modowym show. Chciała Pani zostać prezydentką wszystkich Polaków. Mamy już trenerkę wszystkich Polek. Znalazłoby się więc miejsce dla modystki wszystkich Polek.

 

Po pamiętnym wkręcie z „Playboyem” nie odbiera Pani telefonów. To błąd, ponieważ niewykluczone, że nie może dodzwonić się ktoś z bardziej atrakcyjną propozycją niż Leszek Miller. Być może nawet ktoś z propozycją udziału w kabarecie. Zapewniam, że polskie kabarety są na znacznie wyższym poziomie niż polityka. Jeszcze raz podkreślam – show biznes stoi przed Panią otworem. Jest dla Pani cały czas. Czeka na Panią! Proszę tylko napisać…



TO NIE JEST KRAJ DLA ODMIENNOŚCI

Przypadek Mateusza Magi z „Top model” świadczy o tym, jak nietolerancyjne jest polskie społeczeństwo. Daleko jesteśmy za światem zachodnim, gdzie androgyniczność to zjawisko nie tylko normalne, ale i kulturowo inspirujące już od wielu lat.

maga_mateusz_111014     Mateusz Maga / fot. TVN

Po 25 latach po odzyskaniu wolności wciąż pokutują u nas komunistyczne naleciałości. Dzisiaj postrzeganie wszelkiej odmienności próbuje regulować nie tyle partyjny aparat władzy, ale duchowni. To księża wykładaną na uczelniach naukę o roli płci – gender – wprowadzili do obiegu publicznego i nazwali „ideologią”. Teraz straszą diabłem, który już nie ma rogów i wideł, ale za to pod sukienką ukrywa penisa.

A na zachodzie już w latach 70, androgyniczny David Bowie ogłosił, że jest biseksualny. Salvadora Dali fascynowały kobiety posiadające silny męski pierwiastek, takie jak Amanda Lear czy Grace Jones. Andy Warhol otaczał się armią drag queen. W tym czasie u nas zmuszano rodaków, żeby cała sala śpiewała z nami, a i tak Anna Maria smutną miała twarz. W kraju szarych miraży rewolucja seksualna miała gorzki smak.

Dopiero teraz, w XXI wieku, wychodzą z ukrycia dwuznaczne płciowo postacie. Mamy więc wyglądających i zachowujących się jak kobiety Michała Szpaka i Madoxa. Mamy modelkę Michalinę Manios, będącą niegdyś hermafrodytą. W polityce funkcjonuje transseksualna Anna Grodzka. Ostatnio zaś celebrytką została bitna Rafalala. Wielu ludzi nie rozumie tożsamości tych osób . Uważa je więc za dziwadła i zboczeńców. Niewiedza święci triumfy. Większość z nas wie kim jest gej czy lesbijka, ale nie zna różnicy między transwestytyzmem i transseksualizmem. Dla wielu osób ci ludzie to dziwadła i zboczeńcy, których hobby jest doprawianie sobie cycków.

madox_250411Madox / fot. własna

szpakm_060611Michał Szpak / fot. własna

manios_michalina_110812Michalina Manios / fot. Marcin Gregorczyk (Wideoportal.pl)

grodzka_anna_220413Anna Grodzka / fot. Marcin Gregorczyk (Wideoportal.pl)

rafalala_111014Rafalala / fot. Facebook

Na szczęście osoby inne, odmienne, pojawiają się w sferze publicznej i będzie ich coraz więcej. To dobrze, bo to pomoże nam się z nimi oswoić. I po jakimś czasie zrozumieć. Symptomatyczne jest jednak to, że najczęściej stanowią tylko chwilową ciekawostkę. Żadna z nich nie zrobiła wielkiej kariery. Słyszeliście ostatnio piosenki Madoxa czy Szpaka albo widzieliście Michalinę na wybiegu lub w sesji zdjęciowej?

Podobnie będzie z Mateuszem Magą. Ten chłopak przepadnie, bo jest za slaby. Owszem, ma ciekawą twarz, ale praca w modelingu jest gorsza od pracy w rzeźni. Tu trzeba umieć przepychać się łokciami i cały czas się rozwijać. Maga jest niezdecydowany, nieprzystosowany, zagubiony, boi się zrobić krok do przodu. Najpierw powinien popracować nad sobą, a dopiero potem zastanawiać się, co chce robić w życiu.

Jego udział w „Top model” uzmysłowił szerokiej widowni, że świat mody kocha androgyniczność. Nie przez przypadek furorę zrobił kobiecy model Andrej Pejić (który zresztą wkrótce potem został kobietą). Gdyby Mateusz posiadał twardy charakter, byłby w męskim modelingu taką gwiazdą, jaką w damskim jest Anja Rubik. A może powalczyłby na wybiegu razem z nią, bo propozycję pracy jako „modelka” również otrzymał.

Wielu Polaków posiada niskie poczucie własnej wartości. To nasza narodowa przypadłość. Uwielbiamy więc dowartościowywać się hejtowaniem w internecie. W tym miejscu trzeba wyraźnie zaapelować – nie zgadzajmy się na takie postępowanie. Wszystkie chamskie wyzwiska i podłości, których doznał Mateusz Maga po „Top model” są godne potępienia. Nawet jeśli irytował i nie wiedział czego chce, nie masz prawa człowieku, aby go szkalować.

Jeżeli ktoś przez całe życie jest gnojony za swoją odmienność, to nic dziwnego, że łatwo rezygnuje i wycofuje się. Może właśnie z tego powodu inne androgyniczne osoby poddają się i rezygnują z kariery. Mam nadzieję, że kiedyś dojrzejemy do tego, aby akceptować inność. Jednak z pewnością jeszcze przez wiele lat Polska nie będzie krajem przyjaznym nawet dla najbardziej inspirujących odmienności.

MASAKRA PHOTOSHOPEM

Znane panie, im starsze, tym łaskawszym okiem patrzą na retusz własnych zdjęć Photoshopem. Jednak w sytuacji, kiedy grafik przesadzi, robi się afera. Oto najbardziej drastyczne przeróbki gwiazd.

W dzisiejszej prasie nie ma zdjęć nieobrabianych programem graficznym. Widziałem kiedyś surowe oraz odrzucone zdjęcia z „Playboya”. Ich bohaterka wyglądała wręcz przerażająco. Przyznacie zresztą, że kiedy przechodzi się koło kiosku i zobaczy upiększone twarze i figury, często łapie się za głowę: „przecież ona tak naprawdę nie wygląda!”. Pisma kolorowe sprzedają nam bowiem wyidealizowany obraz świata. W środku gazety roi się od problemów celebrytki, jednak na ilustrujących wywiad zdjęciach zawsze musi wyglądać pięknie.

Ostatnio często i gęsto pisano o metamorfozie Moniki Olejnik na okładce „Vivy!”. Dziennikarka bardziej przypomina Ewę Kuklińską niż siebie. Pani Monika próbowała później udowodnić, że fotografia jedynie w niewielkim stopniu została przerobiona. Widać, że starała się wypaść korzystnie, ale przez zbyt wyrazisty make up, efekt okazał się odwrotny. Na zdjęciach z innych sesji widać dokładnie, że graficy często aż do przesady wygładzają jej twarz. Mam nadzieję, że to decyzja redakcji, a nie dziennikarki.

 olejnik_monika_viva_250914

olejnik_monika_newsweek_250914olejnik_monika_050712fot. Andrzej Sałkiewicz

Podobny efekt osiągnięto z Magdą Gessler na okładce „Gali”. Jej twarz wyprasowano ze zmarszczek, wydłużono i odchudzono. W rezultacie mina restauratorki, pozbawiona wyrazu, nieco razi sztucznością. Czy tak powinna wyglądać doświadczona kobieta, która w swoim programie prezentuje całą gamę emocji?

 gessler_retusz

gessler_magda_230412fot. Marcin Gregorczyk (Wideoportal.pl)

Najgorsze jest natomiast to, że okładkowe gwiazdy czasami wyglądają zupełnie jak ktoś inny. Jakiś czas temu głośno było o okładce przedstawiającej wiecznie piękną i młodą Grażynę Torbicką do złudzenia przypominającą… Małgosię Kożuchowską. A przecież oprócz faktu, że obie pracują dla telewizyjnej Dwójki, niewiele je łączy.

 torbicka_retusz

torbicka_grazyna_101112fot. Marcin Gregorczyk (Wideoportal.pl)

Oberwało się również Małgosi Sosze. Z nieodgadnionych przyczyn na okładce „Cosmopolitana” przypomina Michalinę Manios z „Top model”. Michalina w pewnych kręgach może być uważana za ideał piękna, ale nie wiem czy Małgorzata była szczęśliwa z powodu takiej przeróbki.

 socha_malgorzata_cosmopolitan_081113

 

socham_180112fot. Marcin Gregorczyk (Wideoportal.pl)

Z kolei dla Edyty Herbuś niewybaczalnym błędem jest zdjęcie, na którym nie tylko nie przypominała siebie, ani żadnej innej znanej osoby, ale wręcz nie przypominała nikogo. Edyta walczy o swoją pozycję w showbiznesie i z pewnością nie lubi, kiedy nie jest rozpoznawalna.

Edyta Herbuś o sekrecie swojej urody i wpadce z Photoshopem.

Czy o tę okładkę chodziło Edycie?

 herbus_edyta_cosmopolitan_131014

Dla niektórych celebrytek Photoshop stał się zamiennikiem botoksu. W ich mniemaniu, na przerobionym zdjęciu wyglądają korzystniej niż w rzeczywistości. Takie właśnie chciałyby być – wyszczuplone, odmłodzone, bez zmarszczek, bez cellulitu. Słowem – nieskazitelne. Kiedyś, widząc przesadne przeróbki, częściej protestowały. Dzisiaj świetny, ale nieprawdziwy wygląd na zdjęciach, skłonne są przyjąć jako normę. Mam nadzieję, że te uwagi nie dotyczą wymienionych przeze mnie pań. Przecież w przypadku Photoshopa piękniej, nie zawsze znaczy lepiej. Przesada nigdy nie jest wskazana.

Zobacz więcej: Anna Popek o recepcie na przedłużenie młodości.

UCIECZKA Z TELEWIZJI

Większość celebrytów nie potrafi żyć bez pokazywania się w telewizji. Telewizja to dla nich podstawa do lansu i zarabiania pieniędzy. Są jednak postacie, które nie tylko nie mają „parcia na szkło”, ale świadomie i z własnej woli z telewizji zrezygnowały. To prawdziwe osobowości, które bez srebrnego ekranu doskonale spełniają się i świetnie dają sobie radę.

Od kilkunastu lat zajmuję się show biznesem, prowadzę programy w telewizji i w internecie. Wiem, jak telewizja wygląda od środka. Pracowałem w większych i mniejszych stacjach o rozmaitym charakterze – ogólnopolskim, informacyjnym, rozrywkowym, on line. Praca w telewizji jest stresująca, ale wciąga w całości. To magiczne miejsce, które zapewnia satysfakcję i daje popularność.

Z tego powodu wiele osób na hasło „występ w telewizji”, dostaje niemalże białej gorączki. Do tego stopnia, że niektóre piosenkarki mówią o sobie, że są „artystkami”. Jednak zamiast nagrywać płyty, wolą grać rolę celebrytek w programach telewizyjnych. Spędzają tam więcej czasu niż we własnym domu, jakby były etatowymi pracownicami stacji telewizyjnych.

patoleta_robert_cyrwus_piotr_150914Robert Patoleta, Piotr Cyrwus / fot. Marcin Gregorczyk (Wideoportal.pl)

Nie inaczej jest z niektórymi aktorami, zwłaszcza tymi, o których mówi się „nieprofesjonalni” lub „amatorzy”. Przez lata okupują serialowe plany, bo nikt poważny nie proponuje im roli w filmie bądź teatrze. Na dobrowolne odejście z serialu stać więc tylko prawdziwych artystów, takich jak Piotr Cyrwus. Po kilkunastu latach odtwarzania postaci nieco fajtłapowatego, ale sympatycznego Ryśka w „Klanie”, powiedział „dość”. Doskonale wie, że z przypiętą łatką Ryśka będzie mu trudno zaistnieć w innym serialu. Chce więc sprawdzać się na deskach teatrów. A potrafi zagrać zarówno króla Bolesława Śmiałego, pewnego siebie biznesmena, jak i zabawnego pantoflarza w przedstawieniu „Kiedy kota nie ma…”. Nawet, jeśli teatr nie zapewni mu tak doskonałych warunków finansowych, jak serial, nie mam wątpliwości, że świetnie da sobie radę bez telewizji.

Piotr Cyrwus o życiu po „Klanie” i dylematach finansowych po odejściu z serialu. 

szczygiel_mariusz_060914Mariusz Szczygieł / fot. Marcin Gregorczyk (Wideoportal.pl)

Zupełnie innym przypadkiem jest Mariusz Szczygieł. W latach 90 prowadził pierwszy polski talk show „Na każdy temat”. Kojarzyli go wszyscy, był tak znany jak dziś Kuba Wojewódzki. Z jedną różnicą – swój program prowadził z większą elegancją i klasą. Mariusz doskonale potrafi opowiadać. W poniższym wywiadzie rzucał dwuznacznymi anegdotami związanymi z pracą w telewizji, jak choćby o przygodzie w toalecie. Dziś za żadne skarby nie chce wracać na szklany ekran, choć regularnie dostaje od Polsatu propozycje poprowadzenia nowego show. Spełnia się jako dziennikarz, świetny reportażysta i autor książek tłumaczonych na wiele języków.

Mariusz Szczygieł ujawnia zaskakujące kulisy pracy w telewizji.

Telewizja tak samo szybko wciąga, jak wypluwa. Czasami daje tak dużą popularność, że trudno z nią wytrzymać. Na szczęście nie każdy da się pokroić za pięć minut występu przed milionami widzów. Warto takie osoby poznać i posłuchać, co mają do powiedzenia. Dlatego wywiady z Mariuszem Szczygłem i Piotrem Cyrwusem otwierają mój nowy cykl programów zatytułowany „Tylko u Patolety”. Program przygotowywany jest pod egidą serwisu Wideoportal.pl, a zobaczycie w nim znane postacie w miejscu ich pracy. Nie zawsze będą to osoby mające „parcie na szkło”, ale zawsze będą postaciami nietuzinkowymi i intrygującymi. Zapraszam do oglądania.

Zobacz również: Hanna Śleszyńska zaskoczyła wydekoltowanym, ogromnym biustem.

PIERSI KONTRA KOBIETA Z BRODĄ

Ekipa Donatana i Cleo przeceniła swój spryt. Nie wzięto pod uwagę, że tym razem podczas finału Eurowizji ważniejsza od upolitycznienia konkursu okaże się polityczna poprawność.

Nie przepadam za piosenkę „My Słowianie”. Zrobiono ją pod publiczkę i jest zdecydowanie przereklamowana. Mimo to wydawało się, że doskonale wpisuje się w eurowizyjne kanony. Eurowizja to przecież festiwal kiczu i największy europejski cyrk na kółkach. Pomysł, aby połączyć hip hop z cepelią i wyeksponowaniem kobiecej seksualności miał być strzałem w dziesiątkę. I rzeczywiście, show w wykonaniu Cleo i jej zmysłowych koleżanek prosto z łowickiej wsi, idealnie wpisał się w kanony konkursu. Został zauważony w całej Europie.

W dziesiątkę trafiła reprezentantka Austrii – Conchita Wurst. Pomysł był nieco ryzykowny. Kobieta z brodą jednoznacznie kojarzy się z cyrkiem. Podczas Eurowizji występowali już transwestyci, ale na ogół w formie zamierzonej parodii. Występ Conchity był na poważnie. Nie wiem, czy Eurowizja jest dobrym miejscem na propagowanie idei tolerancji wobec środowiska LGTB – lesbijek, gejów i transwestytów. Austriacka drag queen właśnie z tego powodu pojawiła się z owłosieniem na twarzy.

Trzeba przyznać, że jej wykon był świetny. Eurowizyjna publiczność uwielbia takie podniosłe, pełne emocji ballady jak „Rise like a Phoenix”. W bardzo podobny sposób 20 lat temu Edyta Górniak zaśpiewała „To nie ja” i prawie wygrała. Przypuszczałem, że Conchita, podobnie jak kiedyś Edyta, zajmie drugie miejsce. A Donatan i Cleo zmieszczą się w pierwszej piątce. W tym roku wprowadzono jednak niezwykle istotną zmianę w konkursie Eurowizji. Głosy widzów z danego państwa to 50 procent całego głosowania. Druga połowa to głosy krajowego jury. Uważam, że taki sposób głosowania jest nieobiektywny. W końcu, jest to konkurs przeznaczony dla widzów czy telewizyjnych decydentów?

Gdyby liczyły się tylko głosy oddane przez widzów, nasi reprezentanci zajęliby piąte miejsce. W wyniku podwójnego głosowania znaleźli się zaledwie na 14. Dlaczego tak nisko? Polski występ odebrany został przez jurorów jako seksistowski i prostacki. Takie głosy pojawiały się w zagranicznych mediach już wcześniej. Z pewnością jurorzy śledzili wypowiedzi uczestników Eurowizji w mediach. Wiedzieli więc, że Donatan uparcie twierdził, że nie chce wygrać i w dodatku publicznie wyśmiewał Wurst.

Jak widać Europa podąża w innym kierunku niż chciałby Donatan. I zdecydowanie nie są to polskie piersi. Conchita wygrała, nie tylko dlatego, że miała nietypowy wizerunek, ale dlatego, że walczy o prawa osób LGTB. I jej wykon był po prostu świetny. Natomiast polska praczka i ubijaczka masła zostały odebrane jako „niewolnice z polskiej wsi”. Kusiły ponętnie swoim ciałem, bo w inny sposób nie potrafiły zwrócić na siebie uwagi. Szkoda tylko, że przez pokrętny sposób głosowania nie znaleźliśmy się wyżej. Na Eurowizji liczą się tylko dwie sprawy – zostać numerem jeden i zostać zapamiętanym. To drugie Donatan & Cleo osiągnęli. A tak wyrazisty i udany show nie zdarzył się nam tam od wielu lat. I z tego pozostało nam się cieszyć.

PIRÓG WYCIĄGA GEJÓW Z SZAFY

Niby przypadkiem, niby od niechcenia tancerz-celebryta wskazał znanych facetów podejrzewanych są o homoseksualizm. Dlaczego? Bo nie chce, żeby się ukrywali. W ten sposób promuje swoją książkę.

Michał Piróg jest zdeklarowanym gejem. Nie ukrywa się, więc stwierdził, że homo zasiedlający media, showbiznes i politykę też powinni się ujawnić. W wywiadzie dla „Wprost” zasugerował, że odmienną orientację posiadają: Mateusz Damięcki, Krzysztof Ibisz, Robert Rozmus, Sławomir Zieliński, zaś Kuba Wojewódzki miał romans z Tomaszem Kammelem. I przypadkiem większość z nich mieszkała obok niego. Nie chciał przyznać się tylko do własnego związku z Piaskiem. Wcześniej pisano, że zawarli pakt milczenia i żaden drugiego nie wyda.

Od rozrywki przeszedł do polityki. Zarzucił prawicowym posłom obłudę. Stwierdził, że wielu z nich to ukryci geje. Potępiają homoseksualizm, a zaraz potem jadą do agencji towarzyskiej, w której zabawiają się z panami. Niby mimochodem wymienił członków LPR – Romana Giertycha i Wojciecha Wierzejskiego. Nie odpuścił też samemu prezesowi PiS – Jarosławowi Kaczyńskiemu. Wspomniał o spotkaniach rzekomo proponowanych mu przez agenta Tomka. Nie darował nawet Władimirowi Putinowi.

W ten sposób Michał promuje swoją autobiografię „Chcę żyć”. Książkę napisała Iza Bartosz, ta sama, która wcześniej opublikowała biografię Katarzyny W. „Wybaczcie mi”. Ciekawe, czy tym razem będzie równie łzawo? Wyciąganie kolegów na siłę z szafy wydaje się tanim chwytem promocyjnym. Jeśli będą chcieli, to sami o sobie opowiedzą. Uszanujmy to, że czyjaś orientacja seksualna jest sprawą intymną i drugiemu nic do tego. Zwłaszcza, że te osoby mogą mieć potem kłopoty, bo w Polsce tolerancja dopiero kiełkuje. Rozumiem, że Michał Piróg jest nieco zdesperowany. Udział w „Tańcu z gwiazdami” nie wypalił, zaś z TVN-u dostał jedynie propozycję nakręcenia filmu dokumentalnego. Może nie będzie miał dużo okazji, żeby promować książkę o sobie. Ale to nie znaczy, że trzeba grzebać kolegom w majtkach i robić za nich zbiorowy coming out.

W kręgach branży rozrywkowej niewiele osób się ukrywa. Większość wie, jaka jest orientacja kolegi czy koleżanki. I nikt nie robi z tego dziwowiska. Wielu piosenkarzy, aktorów, reżyserów, dziennikarzy kocha mężczyzn. Prawie wszyscy projektanci mody są gejami. Można wymieniać dalej – fryzjerzy, styliści, modele, asystenci gwiazd.  Nie zgodzę się jednak z Michałem Witkowskim, który powiedział, że geje, których spotyka w tym świecie, są przychylnie nastawieni, bo też jest  z „branży”. To środowisko, w którym panuje zazdrość, zawiść i pomówienia. Jeden drugiemu podłożyłby świnię, żeby tylko mu zaszkodzić. Podobna sytuacja panuje wśród heteroseksualistów. Taka jest nasza polska mentalność. Daleki jestem od generalizowania, bo wśród gejów zdarzają się naprawdę fajne osoby.

Inaczej należy podchodzić do homoseksualizmu w polityce. I tu się z Michałem zgodzę. W partiach prawicowych aż cuchnie homofobią. Tam roi się od homo, którzy co innego mówią, a co innego robią. Uważam jednak, że przypadki chodzą po ludziach. Wielu parlamentarzystów prędzej czy później odsłoni swoje prawdziwe oblicze. I wtedy będzie wielki wstyd.

Więcej: Michał Piróg nie wstydzi się, że jest gejem i żydem.

Piróg o swojej znajomości z Piaskiem.

CZY WIKTORY SĄ POTRZEBNE?

Dla jednych coroczne rozdanie nagród telewizyjnych jest targowiskiem próżności, dla innych „kotletem roku”, a jeszcze dla innych ważną, prestiżową galą, na której sama obecność jest zaszczytem.

O Wiktorach można napisać wiele. Można zastanawiać się, czy warto kontynuować imprezę pamiętającą czasy PRL-u. Według mnie – jak najbardziej warto. W przyszłym roku zostaną rozdane po raz 30. I cały czas cieszą się popularnością. O ich prestiżu świadczy kilka istotnych elementów. Nagrodę przez wszystkie te lata odbierały ważne dla naszego kraju, wręcz pomnikowe osobistości, jak Jan Paweł II czy Jan Nowak-Jeziorański. Organizatorzy dbają o to, żeby gala odbywała się w prestiżowym miejscu. A jakie może być bardziej znamienne miejsce w Warszawie niż Zamek Królewski? Dbają też o to, żeby zawsze obecni byli wysocy dostojnicy państwowi. W tym roku szczyty władzy reprezentowali prezydent Komorowski z małżonką oraz wicepremier Bieńkowska.

Wiktory są obecnie jedyną tego typu galą relacjonowaną w ogólnopolskiej telewizji. To wszystko świadczy o wyjątkowości nagrody. I wyróżnia ją spośród innych podobnych plebiscytów, jak choćby Telekamery. Odkąd nagrody „Tele Tygodnia” nie są pokazywane w żadnej stacji, ich znaczenie spadło. Wiktorom spadek prestiżu i zainteresowania nie grozi.

Otrzymać tę ciężką, lecz gustowną statuetkę to duży zaszczyt, nawet jeśli sposób wyboru laureatów może wydawać się archaiczny. Nagrody przyznawane są cały czas przez członków Akademii Telewizyjnej, a nie poprzez popularne od jakiegoś czasu sms-owe głosowania. Podobnie jest przecież z Oscarami. I nikt w Ameryce nie próbuje podważyć tradycyjnego sposobu oddawania głosów. Tak jak w przypadku Oscarów, zdobywcy Wiktorów bywają kontrowersyjni. Sam osobiście nie zagłosowałbym na Filipa Chajzera, ale na pewno Robert Więckiewicz na tę statuetkę w pełni zasłużył.

fot. Marcin Gregorczyk (Wideoportal.pl)

Mam zaszczyt uczestniczyć w tej uroczystości od wielu lat. Podczas tegorocznej gali naszło mnie kilka refleksji – mniej i bardziej wzniosłych. Oczywiście, moją uwagę zwróciły kobiety. Miałem wrażenie, że większość znajdujących się na sali pań nie przekroczyła 25. roku życia. Najmłodsza wydawała się Agata Młynarska. Otrzymała Wiktora za program „Świat się kręci”. Po 25 latach pracy w telewizji (!). Według mnie, całkowicie zasłużenie. Wiem, że ciężko pracuje i w drodze do upragnionego sukcesu daje z siebie wszystko. Niedawno wyszła za mąż za Przemysława Schmidta. I może to jest właśnie przyczyna jej świetnego, młodego wyglądu (mimo, że jest już babcią).

Świetnie wyglądała Maryla Rodowicz i jak mnie poinformowała, jej problemy związane z operacją biodra już się skończyły. Joanna Moro wzruszyła się odbierając statuetkę, lecz za kulisami tryskała radością. Podobała mi się moja ulubienica, Edyta Górniak. Prezentowała się młodo, dynamicznie i radośnie. I można jej wybaczyć wpadkę w postaci kusej sukienki, zbyt krótkiej jak na tak dystyngowaną uroczystość. Muszę też wspomnieć o spotkaniu z Elżbietą Jaworowicz, którą uważam za wielką damę i mistrzynię telewizji. Pani Ela powiedziała, że ceni mnie za odwagę. Jednak prawdziwą odwagą jest podejmowanie trudnych, społecznych tematów, w których rozwiązywaniu prowadząca „Sprawę dla reportera” jest niezłomna i skuteczna od wielu lat.

 

fot. Marcin Gregorczyk (Wideoportal.pl)

W stronę prezydenta padały aluzje dotyczące konfliktu krymskiego i wojennego zagrożenia. I mimo, że atmosfera momentami bywała podniosła, czuło się branżową więź „elity mediów”. I pokorę wobec osobistości, które stworzyły nową telewizję po 1989 r. Chciałbym jednak, żeby ci mądrzy ludzie, nie tylko pamiętali o przeszłości, ale również potrafili wybiegać w przyszłość. Dobrym krokiem w tę stronę byłoby stworzenie w przyszłym roku kategorii „Telewizyjna Osobowość Internetowa”. Wówczas docenione poczułyby się osoby pracujące równie ciężko, lecz nie w tradycyjnych stacjach telewizyjnych, ale kanałach on-line. To przecież jest przyszłość telewizji.

Powitanie i pozdrowienia z gali rozdania Wiktorów.